TYTUŁ: Ja to nie jestem ja...
DATA: piątek, 21 lipica 2006
CZAS: 13:45:37
KOMENTUJ: komentarze [23]
STORY: Dzień po śmierci Patrycji Welkorn, Harry Potter znów nie mógł spać. Siadając na parapecie trzymał pamiętnik swojej przyjaciółki. Powoli go otwierał, po czym zaczął kartkować go z ciekawością. W pamiętniku był opisany każdy dzień i każdy najmniejszy szczegół. Ale Harry nie zamierzał go czytać do końca nagle jego uwagę zwróciła szafka, w której Pepita trzymała swoje drogocenne rzeczy. Szafki oprócz niej i Harrego nie mógł otworzyć nikt inny, ponieważ była na hasło. Na wszelki wypadek Patrycja podała Harremu hasło. Harry Potter podszedł do szafki wypowiadając magiczne hasło. Po otwarciu ujrzał stos białych listów i innych przeróżnych rzeczy. Lecz tylko jedna koperta była inna od wszystkich wyróżniała się kolorem, zamkniętością i ciekawością. Wziąwszy do ręki list otworzył go, po czym wyjął z niej kartkę pergaminu i zaczął czytać:
Drogi Harry,
Nie jestem wściekła, że grzebiesz w moich rzeczach I pewnie czytasz mój pamiętnik. On Ci nie da wskazówki nawet na moje życie. Wiem jak bardzo tęsknisz za mną i twoje myśli sprowadzają się do jednego słowa: Że to właśnie ty zawiniłeś... Na szczęście nikt tutaj nie jest winny mojego nie bycia... Moja śmierć miała zmienić wszystko, a raczej historie. Pamiętasz tą starą księgę u Prof. Dumbledora? To była historia mojego życia a raczej ona dalej się toczy. Nie chce byś płakał z wiedzą, że mnie nie ma. Ale chce byś się radował z niewiedzą jak mnie przywrócić z powrotem. Nie pytaj o to nikogo idź do Profesora. Pójdziecie razem do lochów gdzie znajdziecie mnie śpiącą i zimną, ale nie do końca martwą... Czego czytasz jeszcze ten list? Idź już!
...Kochająca Pati...
Harry Potter nie umiał powstrzymać radości łez, które nasilały się to coraz bardziej. Ledwo widząc przez oczy zapłakane szczęściem dobiegł do gabinetu a raczej pokoju Profesora Dumbledora.
- Dobry wieczór Harry. – Przywitał go bardzo ciepło dyrektor.
- Profesorze ona. – Harry próbował wyksztusić z siebie szczęście, ale Profesor od razu przerwał Harremu.
- Proszę za mną Harry. – Uśmiechawszy się wziął do ręki stary, zardzewiały klucz, którego wcześniej nie było widać na biurku. Obaj ruszyli do lochów, w których nie było żadnej żywej duszy. Tylko Prof. Snape nie spał będąc przy tajnych drzwiach Hogwartu gdzie kryło się ciało „zmarłej”. Prof. Dumbledore powoli otwierał drzwi mosiężnym kluczem... Weszli do komnaty, w której był tylko duch jęczącej Marty. Harry spojrzawszy na leżącą przyjaciółkę. Podszedł do niej łapiąc ją za zimna rękę.
- Profesorze czy ona. – Harry znów miał wątpliwości życia Pepity.
- Tak Harry. – Spokojnym głosem uspokoił Harrego. Wyjąwszy z kieszeni fiolkę z eliksirem wlał zawartość w usta Patrycji Welkorn, która po kwadransie obudziła się ze „śmierci”.
- Aaa... – Ziewnęła przeciągając się, po czym otarła oczy. – Harry! – Krzyknęłam.
- Pati! – Harry odwzajemnił gest przytulając się do mnie.
- Prof. Dumbledore czy to konieczne? – Spojrzałam na niego smutnymi oczami.
- Co konieczne? – Zapytał zdziwiony Harry.
- Widzisz Harry każdy myśli, że ja nie żyje. Co by się stało gdyby zobaczyli mnie jako mnie? Niestety będę musiała przefarbować włosy i brwi no i chodzić do innego domu. Niestety to nie będzie, Gryffindor... – Schyliłam głowę by nie patrzeć w smutne oczy Harrego.
- Chcesz powiedzieć, że wrócisz jako ktoś inny? – Położył swoja dłoń na moim policzku. Miał bardzo ciepłe ręce, których nie zapomnę. Moje dłonie przy jego były lodowate...
- Tak... Będę musiała być zupełnie inną dziewczyną. – Odpowiedziałam zdejmując jego dłoń z mojego policzka.
- Nie to nie możliwe... – Wyraz twarzy już nie był tak szczęśliwy jak przed chwilą.
- Niestety tak trzeba. Nawet Prof. Snape nie wie, kogo pilnował. Patrycjo udasz się teraz do domu, Hagrid Cię zawiezie. Tylko kilka osób może wiedzieć, że ty nadal żyjesz. A co do Ciebie Harry nikt nie może dowiedzieć się, że Patty Stilles to Patrycja Welkorn. – Uprzedził Dyrektor.
- Czyli że nie będzie już Patrycji Welkorn? – Pytał Harry.
- Jasne, że będzie! Ale nie w Hogwardzie. – Oznajmiłam śmiejąc się. – Na mnie już pora Harry... Muszę lecieć do domu i przekonać Oliviera że ja nadal żyje. Biedaczek nie wie o tym a mama mu tłumaczy. Hahaha... Do zobaczenia. – Przytuliłam Harrego na pożegnanie, po czym założyłam na siebie pelerynę niewidkę, którą dostałam na urodziny od Minervy McGonagall. Udałam się do chatki Hagrida. Zapukałam w duże, drewniane, ledwo spróchniałe drzwi.
- Patrycja! Jak się cieszę. Prof. Dumbledore wszystko mi powiedział a myślałem, że na zawsze Cię straciliśmy. Wejdź. – Uściskał mnie przed samym wejściem. – Może się czegoś napijesz i mi opowiesz jak zamierzasz udowodnić ze żyjesz, bo w Hogwardzie widzieli duchy, ale... – Głos Hagrida umilkł a raczej znikł za uśmiechającą się twarzą.
- Nie dziekuje. Hagrid właśnie w tym jest problem nie wrócę jako ja, czyli Patrycja Welkorn, ale jako Patty Stillas. I nie będę już mieć pięknych blond włosów tylko czarne, brwi też... I niestety nie będę już chodzić do Gryffindoru. – Moja twarz posmutniała.
- Jak to? Cholipka chyba nie chcesz powiedzieć, że do Slitherinu? – Z wrażenia usiadł na swoim wielkim fotelu.
- No właśnie... Slitherin marzyłam o nim by być w tym domu, ale nie, jako Patty Stillas... Nawet Draco Malfoya musze oszukiwać. Hermiona, Ron moi przyjaciele też będą oszukiwani. Tylko Harry, Olivier, ty i Prof. Dumbledore będziecie wiedzieć, że ja żyję. Oczywiście moi rodzice też... Moje imię się prawie nie zmieniło. No nic tak musi być. Lecimy? – Wstałam z fotela.
- Tak. – Hagrid otworzył drzwi a na zewnątrz już czekał na nas jego motocykl. Ostatni raz spojrzałam na, Hogwart, który widziałam swoimi oczami, bo już niedługo miałam stać się inną osobą...
- Cześć braciszku! – Krzyknęłam ze szczęścia rzucając się na Oliviera, który oniemiał ze strachu. – Olivier! To ja Pati... Ja żyje! – Machałam mu rękami przed oczyma a ten jak zaczarowany. – O.K. Postuj sobie tak ja idę do rodziców... – Ominęłam go wchodząc do salonu. Tata jak zwykle zaczytany „mieszał” kawę. Mama, jak co dzień sprzątała, by nie myśleć o tym, że mnie nie ma w domu jeszcze...
- Olivier, kto przyszedł? – Pytała wycierając ręce o niebieski fartuch.
- Witam państwa. – Przywitał się Hagrid.
- Witaj, Hagridzie. Patrycjo! – Rodzice krzyknęli ze szczęścia, po czym mnie zaczęli obściskiwać.
- Dobrze, że do nas wróciłaś. Olivier nadal nie może dojść do siebie. Może się czegoś napijecie? – Zaproponowała mama.
- Tak ja poproszę herbatę. – Hagrid uśmiechnął się siadając na zielono-niebieską sofę.
- Opowiadaj jak było? – Tata był podekscytowany i pytał mnie o wszystko.
- Jak to jak? Normalnie... Tylko Olivier coś sztywny... – Śmiałam się.
- Nic się nie martw przejdzie mu. Moja dzielna córka. – Tata mnie znów zaczął ściskać.
- Pa...Pa...Pa...Ti… - Wydukał Olivier stojący za framugą salonu.
- Tak? – Spojrzałam się na niego.
- Ty żyjesz! – Krzyknął rzucając się na mnie i przytulając mnie ze wszystkich sił.
- No jasne! Co ty myślisz, że siostry się tak szybko pozbędziesz? Nie ma mowy będę jeszcze twoim wrzodem na dupie... – Śmiałam się, choć porównanie moje nie było błyskotliwe O_o
- Hahaha... Ale jak to? – Pytał się nie wierząc, że ja naprawdę tu jestem.
- A myślisz, że co spać mi już nie wolno? – Uśmiechnęłam się szyderczo.
- Chcesz powiedzieć ze fiolkę z krwią sama wiesz, kogo ma Prof. Dumbledore? – Pytał.
- No a nie? Faktycznie zabiłaby mnie jego krew. Ale w życiu bym takiego świństwa nie wzięła. Czy ty wiesz jak trudno udawać trupa? Pomyśl ty sobie tam niby nie żyjesz a obchodzą się z Tobą lepiej niż za życia! – Humor mnie nie opuszczał.
- Już wszyscy wiedzą, że żyjesz? – Dalej zadawał pytania.
- Nie i w tym jest problem... Mogę wrócić do Hogwartu pod kilkoma warunkami...
1. Przefarbuje włosy i brwi na czarno.
2. Nie będę w Gryffindorze, tylko w Slitherinie.
3. Musze zmienić swój charakter, by każdy myślał, że ja to nie ja.
4. Wrócę do Hogwardu jako twoja kuzynka.
5. I będę się nazywać Patty Stillas.
- Slitherin? Moja kuzynka? Patty Stillas? – Olivier nie kapował. Co za kretyn!
- Tak będę w Slitherinie, nie zobaczysz moich blond włosów, będę twoją kuzynką, która jest bardzo podobna do mnie a właściwie to bliźniaczką, ale będzie mieć inny charakter, więc nie myśl, że nadal będę sobą! Chyba, że w domu... – Brakowało mi już tchu by mu to wszystko szybko powiedzieć.
- Dobra łapię! – Uśmiechnął się.
- O cholipka jak już późno. A dziś jeszcze cała szkoła zbierze się w Wielkiej Sali! – Oznajmił Hagrid patrząc się na nasz stary, drewniany zegar w salonie.
- Ja też idę! – Krzyknęłam.
- Hagridzie poczekaj jeszcze godzinę albo i troszkę więcej. Prof. Dumbledore nie rozpocznie beż Ciebie. – Moja mama się uśmiechnęła, ale zaraz potem zawołała mnie do łazienki.
- Całe czarne włosy, brwi też. – Zażądałam.
- Dobrze, dobrze. Do czego to doszłoby moja córka miała udawać kogoś innego. – Mama wzięła się do roboty. Umiała robić włosy gdyż pracowała w salonie fryzjerskim przez ok. 4 lat. Potem sama odeszłaby zając się domem, ale lubi swoją tymczasową pracę w sklepiku ze słodyczami! Po godzinie tego wszystkiego, czyli mycia głowy, nakładania farby, czekania, spłukiwania i potem modelowania, a na końcu przefarbowanie brwi... Byłam gotowa!
- I jak? – Wskoczyłam do salonu jak nowonarodzona. Wszyscy patrzyli na mnie jak na inną istotę. – Przepraszam, że spytam... Co was tak zatkało? Macie przed sobą Patty Stillas! Uśmiech proszę! – Śmiałam się z ich dziwacznych min.
- Wyglądasz ładnie... – Wydusił Olivier, po czym tata i Hagrid przyznali rację.
- A strój? – Pytała mama.
- Proszę się nie martwić. Prof. Dumbledore przewidział to... – Powiedział Hagrid wyjmując spoza swojego płaszcza mundur Slitherinu i szatę. Wzięłam ubranka i poszłam się przebrać. Po 5 minutach już byłam gotowa.
- To lecimy. Olivier ty też widzę, że jesteś gotowy. – Uśmiechnęłam się.
- Tak moja kochana kuzynko... – Odwzajemnił gest przytulając mnie.
- Cześć! – Pożegnałam się z rodzicami razem z Olivierem.
- Do zobaczenia! Kochamy was! – Machali nam, gdy już byliśmy w górze. Dolecieliśmy do szkoły. Od razu widziałam, Prof. Dumbledora, który nie był zaskoczony moim nowym wizerunkiem.
- Witam panno Stillas. – Przywitał mnie jakby dawna Patrycja Welkorn nie istniała. Odwzajemniłam gest kiwając głową. – Wiedziałem, że jeszcze dziś do nas wrócisz. Patrycjo powiedz mi jak się czujesz? – Pytał Dyrektor, który wypowiedział moje prawdziwe imię.
- Dziadku a jak się czuje nowo narodzony człowiek? – Odpowiedziałam pytaniem na pytanie. Profesor uśmiechnął się przytulając mnie.
- Witaj w nowym życiu. – Szepnął. Wydawał się bardzo dziwny gdyż tryskał szczęściem. Weszliśmy do Hogwartu. Stałam w głównym holu gdzie wszyscy uczniowie, jakich napotkałam patrzyli się na mnie jak na ducha. – Idziemy do Wielkiej sali. – Dodał Profesor. Gdy wszyscy się zebrali ja dopiero weszłam. Cała sala patrzyła na mnie jak stąpam po ziemi. Uczniowie zaczęli stawiać z miejsc i odsuwać się. Nauczyciele też.
- Witam. – Przywitałam nauczycieli. Na sali słychać były same szepty na mój temat a niektórzy milczeli.
- Cisza! – Krzyknął Dyrektor. – Proszę o spokój! Witam wszystkich uczniów oraz nauczycieli. Zebraliśmy się tu by wspomnieć naszą uczennicę Patrycję Welkorn, która dawała nam dużo radości i szczęścia. Miejmy nadzieje, że jej historia będzie dla was czymś więcej niż tylko wspomnieniem, ale jej odwaga i poświęcenie dała nam i szkole na dalsze życie. Dzięki niej, Voldemord nie pojawi się tutaj dopóki jej duch będzie nas chronić. Pozwolę sobie przeczytać jej list pożegnalny...
Drodzy przyjaciele, koledzy i nauczyciele,
Chciałabym wam podziękować za to, że byliście ze mną i towarzyszyliście mi. Dzięki nauce, którą razem z wami poznawałam wiedziałam, jaką mam drogę wybrać. Poświęciłam się nie dla siebie, ale dla was. Nie płaczcie z mojego powodu, ale radujcie gdyż zostanę w waszych sercach. Harry Potterze byłeś oddanym przyjacielem, jakiego nigdy nie zapomnę. Swoim uśmiechem dawałeś mi nadzieje na lepsze dni. Hermiono Granger dzięki twojej inteligencji i nauki, którą się dzieliłaś razem ze mną pokazywałaś, że wszystko jest piękne nawet, jeśli tego nie ma. Ronaldzie Weasley za to, że zawsze pomagałeś mi w niektórych zaklęciach i byłeś przy mnie, gdy opuszczały mnie siły dziękuje. Dracowi Malfoyowi dziękuje za miłość, którą mnie obdarzyłeś i za to, że zmieniłeś swój charakter dla mnie wobec innych uczniów. Hagrid (ojcze chrzestny) dziękuje za wszystkie twoje „Cholipki”, które wymawiałeś. Zawsze lubiłam te słowo wypowiedziane z twoich ust. Cedricu Diggory za to jak mnie broniłeś dziękuje. Prof. McGonagall (ciociu) jest pani najlepszą opiekunką, jaką znałam. Prof. Snapes dzięki pana lekcją mogłam zrobić eliksiry, który były zabronione. Prof. Dumbledore (dziadku) dziękuję za wszystko, co mi dałeś. WSZYSTKIM TU DZISIAJ ZEBRANYM DZIĘKUJE!
Na zawsze wasza...
Patrycja Welkorn
Wszyscy zaczęli płakać i bić prawa.
- Proszę już o spokój! – Uciszała Prof. McGonagall.
- My też jej dziękujemy za wszystko... – Powiedział Prof. Dumbledore. Ja stałam jak kołek... Pisałam ten list na pożegnanie, ale nie sądziłam ze go usłyszę. Było to dla mnie dziwne. Jakby ktoś inny odchodził a nie ja. Jednak Patrycja Welkorn odeszła. W końcu nie mogę już być nią. Wszyscy wrócili do swoich dormitoriów. Tylko Hermiona, Ron, Harry, Draco, Cedric zostali. Wychodziłam z Wielkiej sali a oni stali przed wejściem. Harry wiedział, że to ja, ale musiał udawać zaskoczonego.
- Cześć. Czy ty jesteś duchem Patrycji? – Pytał Ron, który był nieźle wystraszony.
- Hahaha... Duchem! Hahaha... Żartujesz? – Spojrzałam się na niego podnosząc jedna brew ku górze. – Miło mi was poznać jestem Patty Stillas kuzynka Oliviera i Patrycji. Wiem, że jestem do niej podobna a właściwie wyglądam jak bym była jej klonem. Szkoda, że odeszła... Koho ona właściwie wymieniała w tym liście? – Pytałam jakbym nie wiedziała, o kogo chodzi.
- Jestem Harry Potter. – Podał mi rękę uśmiechając się.
- Wiem. Słyszałam o Tobie. Blizna, którą masz na czole to Voldemord Ci zrobił? Nie przejmuj się ładnie wygląda. – Uśmiechnęłam się. A ja Hermiona Graner. – Od razu wyjęła rękę na przywitanie.
- Prymuska i najlepsza przyjaciółka Pati? Też słyszałam dobrze znasz magię. Chętnie się u Ciebie popłuczę. – Uścisnęłam jej rękę. Hermi trochę się zraziła ze ja nazwałam prymuską. – A Tobie to, co? Mowę odjęło? – Spojrzałam się na Cerdica.
- Nie... Ale ty jesteś Patrycją Welkorn. – Powiedział krążąc wokół mnie.
- Kochaniutki ty na pewno jesteś Cedric Diggory. Hahaa... Nie jestem nią! Jestem tylko jej kuzynką bliźniaczką. – Zrywałam boki.
- Hahaha... – Zaczął się śmiać blondyn.
- Co się tak szczerzysz? O! Widzę Ślizgona... Czyżby to był sławny Malfoy. Boże jak ona mogła się w Tobie zakochać. Ciekawe czy jesteś taki jak mówiła. – Pękałam ze śmiechu. Gryfoni też a Cedric rozpłynął się jakby już mnie nie chciał znać. – Dobra nie obrażaj się. Oprowadzisz mnie po lochach. – Zarządziłam.
- A co to przewodnik twój? – Pytał Draco.
- Nie mapa Hogwartu. – Odpowiedziałam pokazując mu język....
- Jesteś szalamą? – Pytał.
- Patrycja była czystej krwi ja też jestem... Rodzice wyjechali i zostawili mnie u Welkornów. Oczywiście jestem inna niż wasza Pati. Bardziej lubię rozrabiać. – Odpowiedziałam. Staliśmy już przy kamiennej ścianę, czyli wejściu do domu.
- Jesteśmy. – Oznajmił Malfoy.
- No popatrz oślepłam! Czysta Krew. – Wypowiedziałam hasło.
- Skąd znasz hasło? – Pytał.
- Znasz odpowiedź. – Uśmiechnęłam się szyderczo. – Dobra ja zajmuję sofę! – Walnęłam się na wielka sofę Wspólnym Pokoju Slitherinu.
- Dlaczego udajesz? – Pytał Draco.
- Co udaję? – Zdziwiłam się, ale obleciał mnie strach. Wiedziałam ze Malfoy coś wie...
- Udajesz inną osobę. Pati ja wiem ze to ty. – Draco spojrzał mi się prosto w oczy. On wiedział...
AUTOGRAF: Patrycja Welkorn / Patty Stillas
Szablon by Carpe-diem