TYTUŁ: Przyjaciel na ratunek...

DATA: środa, 28 grudnia 2005

CZAS: 13:14:46

KOMENTUJ: komentarze [0]

STORY:


Byłam w bibliotece razem z Hermioną uczyłyśmy się do egzaminów końcowych. Boje się że ich nie zdam. Po domierz są bardzo trudne... Ale to wariactwo, że ja i Hermiu uczyłyśmy się w wigilie. Żałuje, że świąt nie spędzę w domu ale mama i tata już dostali ode mnie prezenty, a ja od nich.
- Hermiona, a jeśli nie zdam tych egzaminów?
- Na pewno zdasz te egzaminy końcowe. Pomogę Ci, one są prostsze nisz myślałam. Po za tym chce Ci coś powiedzieć... Nie znasz całej prawdy o swojej przeszłości, a Prof. Dumbledore boi się, tylko ja sama nie wiem czego. U Prof. Dumbledora jest księga tam jest wszystko zapisane o Tobie i twoim życiu.
Nagle ja i Hermi usłyszałyśmy czyjś głos to był Prof. Dumbledore.
- Witam pannę Welkorn i panne Grenger.
- Prof. Dubmedor czy jest jeszcze coś czego nie wiem i nie powinnam wiedzieć o samej sobie?
- Jest wiele rzeczy o których nie wiesz i nie powinnaś wiedzieć.
- Profesorze ale ja chce się dowiedzieć choć trochę czegoś o sobie. Jestem zagubiona...
- Proszę się uspokoić panno Welkorn. To wszystko jest tylko po to by panią i pana Pttera chronić przed Voldemorem.
- Moja przeszłość jest związana też z Harrym?
- Tak, w prawdzie wychowywaliście się razem ale nie jesteście rodzeństwem.
- Do tej pory żyłam jak mugol i wole mugoli od czarodziejów bo oni nie okłamują cały czas. Te zaklęcia, których musiałam się uczyć są mi niepotrzebne w świecie mugoli. Wyjadę stąd jak najszybciej najlepiej z rana.
- Rozumiem co można czuć w tej chwili. Ale nie możesz teraz wyjechać. Dobrze wiesz że Voldemor czai się niedaleko i tylko czeka na odpowiedni moment. Hagrid, prof. McGonagall, Snape i inni mają was chronić. A odpowiadam za wasze życie i nie pozwolę by się coś stało Harremu i Tobie. Wiedz że ty chronisz Harrego. Czy nie poczułaś czegoś dziwnego jak pocałowałaś się razem z Harry?
- Nie mogę? Ja musze i ja chce wyjechać. Tu szybciej zginę niż w mugolskim świecie. Żegnam Prof. Dumbledore... Zaraz. A skąd pan wie profesorze że ja i Harry...
- Ja nie pomogłem w tym Harremu to była sprawka jego serca. Czy przy tym pocałunku poczułaś coś dziwnego?
- Tak... Ale nie mówiłam o tym bo uważałam że to nieważne... Czułam się jak ptak, który leci w powietrzu a serce biło mi coraz mocniej... To było piękne. Przepraszam ale musze już iść się spakować...
Już miałam wyjść, gdyby nie to że drzwi otwierały się prosto na mnie. Ujrzałam Rona, Hermione i Hagrida. Oczywiście Ron, Hermiona miel głowy spuszczone w dół ale widziałam jak krople łez spadały na podłogę. Hagrid miał głowę uniesioną i lśniące oczy, wydawało się że też miał zamiar płakać.
- Pepi nie możesz teraz odejść. Prof. Dumbledore ma racje. Ale jeśli teraz wyjedziesz Voldemor zabije Cię w mugolskim świecie. A tam nikt Cię nie obroni. Cholipka ty wiesz jak ja będę się nudził tu bez Ciebie? – uśmiech za widniał na jego twarzy przez chwile.
- Dziś pożegnam się ze wszystkimi i jutro z rana wyjadę. Proszę by nikt mnie nie zatrzymywał.
Wyszłam i szybko pobiegłam do Harrego. Nigdzie go nie było. Na szczęście spotkałam Tima MacFuryego on zawsze wie gdzie ktoś jest... Tak jak by miał rentgen w oczach. Tim jest bardzo wyluzowany i to czasem za bardzo...
- Cześć Tim, widziałeś może Harrego?
- Siema, no widziałem. Jest tera w wielkiej sali. Tylko że wydawało się że czeka na kogoś. Pogadamy później bo teraz musze iść do McGonagall, będę miał z nią zajęcia pozalekcyjne... Nawet fajnie bo ją lubię ale Snape będzie się patrzył i poprawiał moje błędy. Załamka ale ja lecę trzymaj się... Jestem ciekaw od kiedy są zajęcia pozalekcyjne?
- Do zobaczenia...
Tim zawsze powie co ma do powiedzenia i idzie przed siebie. Poszłam do wielkiej sali, a tam żadnego śladu Harrego... Oprócz kilka kropli krwi na podłodze. Drzwi nagle zamknęły się za mną...
- Ej, kto zamknął drzwi? Tim jeśli mnie oszukałeś że Harry jest tu to zobaczysz w swoim śniadaniu jaszczurkę albo fasolkę o smaku wymiocin! Otwieraj! Nie to nie... Zaraz sama sobie otworze. ALOHOMORA!
ALOHOMORA - zaklęcie otwierające zamki drzwi, okien, kufrów, itp. (ALOHOMORA znaczy otwarcie)
Pomimo zaklęcia drzwi nie chciały się otworzyć...
- Wiedziałem że tu przyjdziesz! W końcu doczekałem się tej chwili. Szkoda że nie ma tu Pottera no ale najpierw z Tobą się rozprawie Welkorn.
- Voldemor? Czy ty nigdy nie masz dość? Gdybyś chciał mnie i Harrego zabić dawno byś to zrobił... Przepraszam ale nie mam teraz czasu umów się ze mną na inny termin.
- Co? Ty chcesz mnie obrazić? Jeśli chcesz już sobie iść to przejdź na moją stronę...
- No to przecho.
Oczywiście jakiś dureń musiał mi przerwać!
- Pati nie rób tego!
- Harry co Cię to obchodzi czy ja coś zrobię? Jeśli chcesz to wracaj do Prof. Dumblegdora i reszty. Oni mają chyba nas chronić? To widzę jak to robią. Voldemor sobie tu jest ty i ja i co w każdym razie może nas zabić. Zupełnie jak w bajce.
Wtedy mnie już nic nie interesowało i mówiłam co chciałam ale do pewnej chwili...
- Pati nie mów tego słowa, które chciałaś przed chwila powiedzieć bo nie ma odwrotu.
- Ale dla mnie, nie ma to znaczenia...
- Potter znów mi przeszkodziłeś! Ale teraz nie przeszkodzisz! CRUCIATUS!
CRUCIATUS - zaklęcie niewybaczalne, sprawia ofierze wielki ból; nazwa tego zaklęcia wzięła się od łacińskiego czasownika "cruciare" co oznacza "torturować".
Voldemor chciał by zaklęcie dopadło Harrego ale zasłoniłam go swoim ciałem... Upadłam na podłogę i jęczałam z bólu. Słyszałam jak Harry próbował mi pomóc i mówił ciągle do mnie.
- Nie!!!!!!!!!! Pati słyszysz? Wszystko będzie dobrze. Zaraz z stąd wyjdziemy.
- Nie Potter nie wyjdziecie!
- Nie bądź tego pewien.
- Muszę was zabić, a jak wiem nie masz dużej wiedzy na temat zaklęć.
- Może i nie ale podstawowe znam!
- To zobaczymy czy zdołasz ją uratować i siebie przy okazji.
- FURNUNCULUS!
FURNUNCULUS - zaklęcie parzące.
- Aaaa... Widzę Potter że ta szkoła Cię czegoś nauczyła ciekawe jak sobie poradzisz z tym? INCANCERUS! Teraz to nie masz wyjścia musisz zginąć. Widzisz Potter te liny są bardzo grube i nie zdołasz ich przeciąć teraz zrobię z Tobą co zechce ale najpierw zajmę się Welkorn.
INCANCERUS - zaklęcie powodujące wytworzenie grubych lin, które zwiążą przeciwnika.
- Zostaw ją! RICTUSEMPRA!
RICTUSEMPRA - zaklęcie wyzwalające z różdżki potężny snop żółtego światła, który godzi w przeciwnika z ogromna siłą.
- Aaa... Czy ty Potter nie umiesz poczekać na swoja kolej?
Gdy przestało mnie wszystko boleć. Skupiłam się na tym jak mogę pomóc Harremu... Po cichu rzuciłam jedno z zaklęć które uwolnią Harrego z grubych lin.
- DIFFINDO!
DIFFINDO - zaklęcie, które przecina sznury, sieci i wszelkie roślinne formy życia, przydatne na lekcjach zielarstwa.
- Co! A to co to?
- Zostaw jego i mnie w spokoju!
- CRUCIATUS! Cierp tak jak ja cierpiałem kiedyś!
Z bólu, który ciągle zadawał mi Voldemor. Już go powoli nie czułam, bo zemdlałam i nie wiem co się działo dalej wiem tylko tyle że Harry wygrał... Chyba ocucił mnie zaklęciem Enervate...
ENERVATE - zaklęcie przywracające przytomność, niweluje skutki zaklęcia oszałamiającego, przeciwzaklęcie do Drętwoty.
- Pati dobrze się czujesz?
- Harry? Ja tak chociaż jestem wykończona, a ty?
- Ja dobrze. – na twarzy Harrego pojawił się uśmiech.- Martwiłem się że nie dam sobie rady z Voldemorem.
- Ale dałeś sobie rade przy okazji znów zepsułeś okulary... OCULUS REPARE!
OCULUS REPARE - zaklęcie naprawiające stłuczone okulary.
- Dzięki.
Harry przybliżył swoją buzie do mojej. A potem jego usta dotknęły moich... Całowaliśmy się. Tak długo że nie usłyszeliśmy jak Prof. Dumbledore i Hagrid wchodzą do wielkiej sali... Gdy całowałam się z Harrym poczułam się bardziej bezpieczna niż jak całowałam się z Draconem. Czułam przypływ energii i namiętności... No i znów byłam ptakiem.
- Yhym... Cholipka, to może zostaniecie?
Ja z Harrym szybko się odepchnęliśmy od siebie.
- Yyy... Hagrid, Prof. Dumbledore... Harry wygrał z Voldemorem i to sam... Bo ja byłam nieprzytomna i...
- Proszę się nie tłumaczyć panno Welkorn. Wszystko wiem i wszystko jest już załatwione... Hagrid zanieś Harrego i Pepi do pani Poppy Pomfrey. Musi ich opatrzyć.
Gdy ja i Harry leżeliśmy w łóżkach szpitalnych patrzyliśmy sobie w oczy bo nasze łóżka były obok siebie.
- Pati przepraszam Cię za tamten pocałunek...
- Nic nie szkodzi. Harry wesołych świąt.
I dałam Harremu prezent. Harry dostał ode mnie 23 cm misia który trzymał w łapkach serduszko... i mówił „ Kocham Cię ” No i zdjęcie w ramce, a na zdjęciu: Hermiona, Ron, Harry, Hagrid i ja. Wiecie co podobają mi się te ruszające zdjęcia. Szkoda, że mugole nie mogą takich mieć.
- Dzięki ja też mam coś dla Ciebie ale niestety nie przy sobie. Dam Ci jeszcze dziś. Przepraszam jeszcze raz za tamten pocałunek...
- Harry nic nie szkodzi nie przejmuj się pocałunkiem. A prezentu nie musisz mi dawać ważne, że ty dostałeś coś ode mnie.
Ale ja widziałam w oczach Harrego że to było dla niego i dla mnie coś wielkiego niż zwykły pocałunek... Na temat mojego i Harrego rozniosło się dużo plotek. Na szczęście tych dobrych...

SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!


AUTOGRAF: Patrycja Welkorn / Patty Stillas




TYTUŁ: Pocałunek przyjaciela...

DATA: wtorek, 20 grudnia 2005

CZAS: 19:53:08

KOMENTUJ: komentarze [0]

STORY:


Po ostatnim wydarzeniu ja i Draco trzymamy się przy sobie (do czasu... ). Crabbe i Goyle dostali za swoje. Wiem że uczniowie Slytherinu we wszystkich toaletach napisali:
„ Crabble i Goyle dwa gołąbki całują się bez rozłąki”
Właściwie wszyscy mówią o tym w szkole. Myślałam o tym czy ja i Draco powinniśmy być razem... Doszłam do wniosku że na pewien czas ja i Draco rozstaniemy się...
- Cześć słonko!
Ślim@k
- Cześć...
- Coś się stało?
- Nie ale... mam do Ciebie sprawę.
- Zaczynam się bać!
- ( śmiech ) Nie żartuj sobie bo ja poważnie mówię.
- W końcu się uśmiechnęłaś, od rana jesteś smutna...
- Bo myślałam nad naszym związkiem.
- Ja też i wiesz co jak się pobierzemy będziesz mogła ze mną zamieszkać ( śmiech ).
- Draco! Na jakiś czas musimy się rozstać!
- Co?
Czułam że mam szklanki w oczach... przez łzy nie widziałam twarzy Dracona. Odwróciłam się do niego plecami i powiedziałam jeszcze raz:
- Na jakiś czas musimy się rozstać... Przepraszam Draco ale tak będzie najlepiej dla naszego związku.
- Nie, nie będzie lepiej! Jeśli mnie nie kochasz to spójrz mi w oczy i mi to powiedz! Nie będzie powrotu, sama wiesz...Nie mogę Ci pozwolić żebyś tak po prostu odeszła z mojego życia...
Słysząc te słowa ciarki mi przechodziły. Odwróciłam się do Dracusia i rzuciłam się na niego, przytuliłam go bardzo mocno i pocałowałam ( ślim@k )
- Żegnaj Draco!
- Pepi nie...!
I pobiegłam do łazienki jęczącej Marty... Nie mogłam powstrzymać łez i nie wierzyłam, że mogłam zerwać z Draciem... Próbowałam się otrząsnąć ale nic nie pomagało. Musiałam się wyżalić komuś poszłam do Hagrida.
- Cholipka co się stało?
- Hagrid ja to zrobiłam...
- Ale co takiego?
- Zerwałam z nim...
- Z Malfoyem? Nie to nie możliwe przecież wczoraj było wszystko dobrze.
- Ale ja musiałam za dużo się dzieje bym go narażała...
- Biedny chłopaczyna, jak to zniósł?
- Wiem, że to co zrobiłam to największy błąd w moim życiu, a nie ma już odwrotu! Po za tym tak chyba będzie najlepiej dla mnie i dla niego. Nie chciałam go skrzywdzić...
- Choć tu do mnie przytul się... I nie przejmuj się. Liczy się tylko jedna chwila...
Podeszłam do Hagrida i się przytuliłam... Nagle wszedł Ron.
- Cześć. Co Ci się stało Pepi?
- Zostaw ją Ron niech odpocznie.
- Mogę zawołać Harrego.
- Ron, nie proszę. Harry nie może o niczym wiedzieć...
- O czym?
- Zerwałam z Draconem...
- Co? Dlaczego, przecież...
- Nie pytaj...
- Ron choć ze mną do Prof. McGonagall musze zanieść te książki. Oczywiście dam Ci je ponieść...
- Nie, dziękuje.
- A ty Pepi zostań i poczekaj aż ktoś przyjdzie albo jak ja przyjdę.
- Dobrze Hagrid... Dziękuje.
- Nie ma za co...
Zostałam sama i czułam się samotna... Choć wiedziałam, że mam cudownych przyjaciół, którzy by mi teraz pomogli w tej chwili ale pewnie mieli inne zmartwienia. Ktoś zapukał w drzwi...
- Proszę...
Ledwo widziałam twarz chłopaka, który wchodził ale otarłam łzy i zobaczyłam Harrego...
- Cześć Pepi co Ci się stało?
- Harry... Cześć. Nic to drobnostka...
Próbowałam udawać przed Harrym, że wszystko jest dobrze ale nie było.
- Coś się stało... To przez Malfoya? Zaraz mu pokaże!
- Harry nie! Tak ale to nie jest to o czym myślisz... Ma z nim zerwałam.
Harry spojrzał się swoimi niebieskimi oczyma w moje. Wiem że czegoś się obawiał i jednocześnie bał. Ale był zaskoczony tym co powiedziałam...
- Jak?
Harry podszedł do mnie blisko. Ja wstałam z fotela i podsunęłam się pod ścianę...
- Harry nie patrz tak na mnie...
- Dlaczego?
- Bo...
I wtedy coś przyciągnęło mnie do niego... Przytulił się do mnie i zaczęliśmy się całować ( ślim@k ) Przez chwile nie wiedziałam co ja robię... Zupełnie jak bym nie wiedziała kim jestem, co robię i o czym w ogóle myślę. Czułam pustkę a jednocześnie podekscytowanie...
Ale gdy doszłam do siebie odepchnęłam Harrego.
- Harry przepraszam ja nie mogę... Nie teraz. To wszystko dzieje się za szybko.
- To ja Cię przepraszam zupełnie nie wiem co to było. Ja nie chciałem...
- Ja też nie chciałam...
- Mnie tylko coś do Ciebie przyciągnęło. I pomyślałem o jednym żeby Cię pocałować...
- Ja poczułam to samo... O! Moja sowa Peprenia! A ja ją szukałam.
- Ma list zobacz od kogo...
- To od Hagrida!

Cześć Pepi!
Niestety nie przyjdę teraz do mojej chatki. Wysłałem tam Harrego... Nie gniewaj się. Słyszałem że do szkoły mają dojść nowi uczniowie po domierz brat i siostra. Trzeba chyba na nich uważać. Już wiadomo gdzie będą przydzieleni ja i Prof. Dumbledore już się tym zajęliśmy. Oboje trafili do Gryffindoru. Pomimo tego i tak jeszcze raz musimy sprawdzić przy całej szkole czy tiara nie kłamie. Ale uważajcie na nich, wydaje mi się że coś knują...
Pozdrów Harrego. Czuje, że pomiędzy Tobą a nim się coś stało. Za chwile zbieramy się w Wielkiej Sali do zobaczenia...
Hagrid

- Czyli wiemy że Hagrid specjalnie mnie do Ciebie wysłał.
- On wie więcej od nas... Harry jak myślisz powinniśmy się obawiać tych nowych uczniów?
- Nie... Choć do Wielkiej Sali, pewnie Prof. Dumbledore poinformuje nas o nich.
- Dobrze, choć.
Ja i Harry poszliśmy do Wielkiej Sali oczywiście już wszyscy uczniowie tam byli... Gdy szłam na swoje miejsce nie widziałam nigdzie Dracona... Poszłam więc do stolika Slizgonów...
- Pansy gdzie jest Draco?
- Był dzisiaj jakiś przygnębiony, właściwie smutny i mówił że nie chce nikogo widzieć. I nie będzie go w Wielkiej Sali... Słyszałam że Dubledore pozwolił mu wyjechać z Hogwardu do domu. Pewnie tam teraz się znajduje. A dlaczego pytasz?
- Bo ja z nim już nie jestem...
- To dla tego był dzisiaj smutny... Nigdy go takiego nie widziałam, zawróciłaś mu tak w głowie, że pewnie się nie może otrząsnąć. Ale przejdzie mu po kilku miesiącach.
- Dzięki.
Szybko pobiegłam na swoje miejsce.
- Pepi dlaczego zerwałaś z Draco?
- Hermiona ja nie chciałam go narażać.
- Rozumiem on pojechał do domu...
- Wiem słyszałam.
- Zamierzasz coś zrobić?
- Nie wiem po za tym dziś się nie tylko to wydarzyło...
- A co jeszcze?
- Powiem Ci ale w tajemnicy... Tylko muszę się Harrego zapytać czy mogę bo to moja i jego tajemnica.
- Na pewno możesz...
Nagle wszyscy ucichli. Prof. Dumbledore mówił o... sama nie wiem bo nie słuchałam. Ale potem zaczęło się o tym co mi Hagrid napisał w liście.
- Proszę wszystkich jeszcze raz o spokój. Zebraliśmy się tu nie po to by mówić o punktach. Powitamy dziś dwoje uczniów z Francji. Zapraszam ich do nas.
Każdy patrzył się jak idą do Prof. Dumbledora. Mnie to nie ciekawiło... Ja i Ron kopaliśmy się pod stołem. Nagle przemówiła Prof. McGonagall...
- Proszę o Tiarę przydziału. A więc zapraszam do siebie pana Nigela Petersa.
- Jestem zdecydowany, na pewno będziesz nadawać się Gryffindoru ale jest jeszcze coś co związane jest ze Slytherinem.... Hmm... Ciężko mi wybrać ale jesteś pewien, że chciałbyś do innego domu niż do Slytherinu. Ale więcej cech pasuje do Gryffindoru. Więc Gryffindor!
- Gratuluje Nigel... Proszę panią Sare Peters.
- Tak, tak same cechy, które pasują do Gryffindoru. Tak samo jak brat Gryffindor!
- Gratulacje Saro...
Wszyscy zaczęli klaskać ja też ale dalej nie patrzyłam na nowych uczniów.
- Harry mogę Hermionie powiedzieć że ty i ja się...
- Tak, a ja powiem Ronowi oni muszą wiedzieć.
- O.K. Hermiona choć ze mną do łazienki jęczącej Marty...
- Dobra.
Gdy byłyśmy na miejscu wszystko powiedziałam Hermionie.
- Nie mogę uwierzyć że pocałowałam się z Harrym. Ja tego nie chciałam.
- To nie był przypadek... Jeśli Hagrid wiedział o tym...
- Hermi słyszysz kroki?
- Tak... Kto idzie?
- Cześć. Wystraszyłam was? Jestem Sara Peters. Poznałam prawie wszystkich z Gryffindoru oprócz was, jakiegoś chłopaka no i tych sławnych ludzi takich jak Harry Potter i Patrycja Welkorn... Chciałabym ich blisko poznać. Niektórzy mówią o Patrycji Welkorn, że jest tak samo potężna jak Harry Potter. Nie wiem czy to prawda ale chyba też ma bliznę na nadgarstku i tak samo jak Harry Potter w kształcie błyskawicy... Też chciałabym mieć takie blizny. Przeprowadziłam się tu razem z moim bratem Nigelem. Zazwyczaj nie mówię dużo ale tak wypadło.
Ja i Hermi ujrzeliśmy małą, delikatną i trochę nieśmiałą dziewczynę. Była w naszym wieku i miała długie, czarne, kręcone włosy. Brązowe oczy chyba miała gdzieś 1,58 cm wzrostu... Wiem że na pewno była mulatką. Nie wiedziałam ze mam bliznę na nadgarstku, Sprawdzę to później. Było to dla mnie zaskoczeniem.
- Cześć. Ja jestem Hermiona Grenger.
- Ja... Patrycja Welkorn.
Dziewczyna oniemiała z wrażenia. Patrzyła się na mnie jak na ducha. I uciekła...
- Zwiała...
- Psychiczna jakaś. Tak to by ujął Ron... ( śmiech ) Hermi choć do Rona i Harrego są chyba wspólnym pokoju.
Szłyśmy do wspólnego pokoju gdy nagle ktoś zza rogu wpadł na nas.
- Ej uważaj jak chodzisz! Ślepy jesteś?
- Yyy... Przepraszam...
Nagle zaniemówiłam, Hermi też. Patrzyłyśmy w jego piękne brązowe oczy. Hermiona zaczęła nawiązywać kontakt. Bo nie wytrzymywała.
- Ty jesteś Nigel Peters?
- Chyba tak... Znaczy Tak.
- Ja... Hermiona Grenger.
- A, ja... Patrycja Welkorn...
- Pati, Hermi chodźcie. Ja i Ron wszędzie was szukamy.
Nie wiem dlaczego ale ten chłopak nam się chyba spodobał... Miał chyba 1,75cm wzrostu. Czarne, na krótko obcięte włosy. Mulat o brązowych oczach. Wysportowany i przystojny...
- Cześć...
- Cześć...
Hermi i ja szłyśmy w stronę Rona i Harrego.
- Widziałaś go? Jak się na nas patrzył? Przystojny jest... ( śmiech )
- Jest boski... ( śmiech )
- Kto?
- Harry nie widziałeś jak on patrzył na mnie i na Pepi? Nigel on faktycznie jest boski. ( śmiech )
- Myślałam że się rozpłynę gdy tak na nas patrzył... ( śmiech )
- Może jeszcze dziś umówisz się z nim na randkę? Co? Ron choć nic tu po nas...
- Weś ze sobą też Hermione na tą randkę.
- O co wam chodzi?
- Właśnie, przecież to nie nasza wina że on nam się podoba...
Harry i Ron byli wściekli... Nie widziałam dla czego? Przecież to chyba normalne że ktoś mi i Hermi się podoba.
- Spotkamy się później! Cześć!
- Harry...! Ron...!
- Pepi daj spokój, są zazdrośni...
- O Niegela?
- Pewnie tak... ( śmiech )
- Hermi ja idę do biblioteki muszę nauczyć się na jutrzejszą lekcje.
- Dobra. Spotkamy się później...
Gdy byłam w bibliotece szukałam jednej z książek były mi potrzebne bo musiałam się przygotować z eliksirów... Po krótkim czasie znalazłam ją... Chciałam iść do stolika ale ktoś znów wpadł na mnie!
- Czy w tej szkole wszyscy są ślepi?
- Przeprasza...
- To znowu ty?
- Jakoś tak wypada...
- Chyba ty na mnie wpadasz. Przyjechałeś z Francji?
- Tak...
- Jak tam jest?
- Wiesz nawet fajnie ale zawsze chciałem przyjechać do Anglii. Poznać nowych ludzi i sławnych np. takich jak Ty i Harry Potter...
- Ciekawe... Ile ty masz lat?
- Już prawie siedemnaście. A ty?
- Piętnaście.
- Ty naprawdę masz tą bliznę na nadgarstku?
- Dowiedziałam się o tym od twojej siostry ale nie wiem czy to prawda...
- Pokaż to się dowiemy.
Pokazałam nadgarstek rzeczywiście miałam bliznę, nigdy jej nie widziałam... I nie wiedziałam skąd ją mam...
- Rzeczywiście. Ale nie wiem skąd ona się wzięła...
Nigel złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie...
- Nigel co ty robisz?
- Chcę Cię pocałować...
- Zostaw ją!
- Harry ja sobie poradzę... Nigel puść mnie, połowa Gryfonów się na nas patrzy...
- Ale ja Cię kocham.
- Zostaw ją Peters! Bo zginiesz!
- Ty Potter umiesz zabijać? Chcesz być jak Voldemor?
Wszyscy szeptali że Nigel powiedział „ Voldemor ” Bez żadnego zawahania i strachu.
- Harry proszę opuść różdżkę.
- Niech on Cię puści!
- Nie puszcze jej, będziesz musiał mnie zabić...
- Harry on Cię tylko prowokuje... Nic nie rób.
- Zostaw ją!
- Sara co się dzieje z twoim bratem?
- A kto powiedział że to mój brat? Nigel choć tu...
Nigel stał koło Sary. Więc kto mnie trzymał?
- Więc kto mnie trzyma?
- Voldemor...
- Chyba widzę że Nigel a nie Voldemor. Ty, Harry i Gryfoni widzicie Nigela ja i Nigel widzimy Voldemora.
- Pati zamknij oczy! CONJUNCTIVITUS!
CONJUNCTIVITUS - zaklęcie, które działa na oczy (oślepia).
- Aaa... Nigdy ze mną nie wygracie!
- Pati wynośmy się stąd!
Ja, Harry, Sara, Nigel i inni Gryfoni zwialiśmy z biblioteki. Było to dziwne nie tylko dla mnie i dla Harrego ale i też dla całej szkoły że Voldemor umiał przybrać czyjąś postać. Tylko jeden eliksir może człowieka zmienić w inną postać. To zostanie na zawsze tajemnicą... Harry powiedział mi że był zazdrosny o mnie. A Ron był zazdrosny o Hermi ( śmiech ). Ja zapomniałam o Dracu ale zawsze będzie w mojej pamięci i w sercu bo tylko on ma moje serce. Harry przyznał się że chciał mnie pocałować ale nie wiedział jak to zrobić i ktoś mu w tym pomógł. Ale nie zdradził kto... Od tamtego pocałunku każdy uważa że jesteśmy parą. Tylko skąd cała szkoła wie o pocałunku?


AUTOGRAF: Patrycja Welkorn / Patty Stillas




TYTUŁ: Zagrozona miłość...

DATA: wtorek, 13 grudnia 2005

CZAS: 21:21:11

KOMENTUJ: komentarze [3]

STORY:


Jak on mógł? Nie wieże że to zrobił! Mam oczy we łzach teraz to mam załamkę... A wszystko zaczęło się kilka dni później po tej sprawie w bibliotece... Szłam sobie spokojnie do Prof. Snape’a przez lochy gdy nagle usłyszałam głos Pansy... i Draco...
- Draco jak ty świetnie całujesz! A co z tą twoja Welkorn?
- Ta SZLAMA? Ona mnie nie obchodzi, wole Ciebie!
Nie wytrzymałam łzy same po tych słowach spadały na podłogę... Podeszłam do niego i walnęłam go w twarz tak mocno że ręka mnie zabolała!
- Jak możesz Draco? Nienawidzę Cię! Zniknij z mojego życia! Jesteś nikim! Jesteś obrzydliwą świnią! Nie chce Cię znać!
Widziałam jak on i Pansy śmieli się parszywie... Od razu pobiegłam do Harrego wyżalić mu się ze wszystkiego.
- Cześć Pati. Co się stało?
- Harry... Drrr... Draaa... Malfoy całował się z Pansy! Nazwał mnie Szlamą i parszywie się z nią uśmiechał! Harry ja nie mam siły, co ja mam zrobić?
- Pati już spokojnie... Zaraz mu pokaże! Zawołam Hermione żeby Cię pocieszała, a ja się z nim rozprawie!
- Harry nie! Bo jeszcze coś Ci się stanie!
- Nie martw się o mnie! Dam sobie rade!
Płakałam i płakałam nie mogłam się pogodzić że Draco może coś takiego zrobić... Wiem że jest okropny z charakteru ale on naprawdę mnie kochał... Hermiona nie przyszła za to Harry razem z Draco przyszli poobijani!
- Harry po co go przyprowadziłeś? Ja nie chce go widzieć!
- Pepi poczekaj! Je wiem o co Harremu poszło ale gdy mi powiedział to wiedziałem, ze coś jest nie tak. Uwierz mi to nie byłem ja...
- A kto? Może ja całowałam się z Pansy?
- Jeśli mi nie wierzysz dodaj mi do picia kilka kropli Veritaserum
- Wieże ale zrobię to tylko dla bezpieczeństwa...
Przygotowałam herbatę malinową i dodałam do niej Veritaserum.
ELIKSIR PRAWDY (VERITASERUM) - po wypiciu którego zdradza się wszystkie sekrety. "Użycie tego eliksiru dozwolone jest jedynie przy zachowaniu ścisłych zasad ustalonych przez Ministerstwo Magii. W łacinie słowo "veritas" oznacza "prawda".
Zaczęłam się wypytywać o wszystko Dracona i co usłyszałam całą prawdę to nie on był tylko ktoś musiał wypić eliksir Weilosokowy... Nie wiem kto to był ale musiałam się dowiedzieć! Harry na pewno nie... Hermiona nie zrobiła by czegoś takiego sama mnie z nim połączyła. Ron też nie, Hagrid? ( śmiech ) Nie. Może Pansy coś wie? Pobiegłam do niej czym prędzej wiedziałam ze o tej godzinie jest w bibliotece bo ciągle czegoś szuka...
- Pansy, jak tam z Malfoyem?
- Z Draco? No miałaś pecha on wili tylko mnie! Ale nic się nie martw on sobie rade da...
- A skąd wiesz że to był akurat Malfoy?
- Bo sama bo rano obudziłam...
- Przekażesz mu że go bardzo Kocham?
- Po tym co Ci zrobił?
- Wiesz stara miłość nie rdzewieje...
- Czego ty właściwie tu szukasz Welkorn? Draco Cię nie chce!
- Może to nie Draco Cię całował? Po za tym dlaczego wiesz że Draco mnie nie chce?
- Sama widziałaś mnie i jego...
Twarz Pansy zaczęła się tak dziwnie poruszać. Wiedziałam ze to ona zrobiła eliksir Wielosokowy...
- Spadam...
- Nie! Poczekaj
Złapałam mocno za rękę Pansy...
- Puszczaj!
- Nie!
Po chwili zobaczyłam że to nie była Pansy lecz to był Gregory Goyle! Potem usłyszałam bieg...
- Gregory eliksir się skończył musimy wiać...
Oczywiście to był Vincent Crabbe. Głupek mnie nie zauważył!
- Czy wy chcecie powiedzieć że wy się całowaliście tylko po to żebym Ja z Draco zerwała?
- Yyy...
Wpatrzeni we mnie jak na jakąś zjawę nie wiedzieli co powiedzieć.
- Nie spodziewałem się tego po was! Crabble, Goyle nie wybacze wam tego, że cos takiego zrobiliście. I to tylko dla tego, że nie chcecie bym był z Pepi! W ogóle kto by pomyślał że wy będziecie się całować? ( śmiech )
- Draco przepraszam Cię!
- Nie ma za co to ja przepraszam! Kocham Cię!
- Ja Ciebie też!
No i ślim@k.


AUTOGRAF: Patrycja Welkorn / Patty Stillas




TYTUŁ: Biblioteka...

DATA: czwartek, 8 grudnia 2005

CZAS: 14:17:04

KOMENTUJ: komentarze [0]

STORY:


Już niedługo ŚWIĘTA! Już mam prezent dla Dracusia. Nie zdradzę co dostanie bo to jest niespodzianka! Oczywiście nie zapomniałam o moich przyjaciołach! Harry, Ron, Hermiona, Hagrid i Oliver dostaną też coś specjalnego! Święta to najpiękniejszy czas. Przynajmniej dla mnie... Draco chyba nienawidzi świąt, widać to po nim. Chyba nigdy niczego nie dostał od kogoś. Ale tym razem dostanie prezent. Jak każdego popołudnia ja i Draco siedzieliśmy na ławce przez szkołą. Harry do nas podbiegł i...
- Cześć! Pepi jeszcze raz dzięki za wszystko, gdyby nie ty to ja i Hermiona bylibyśmy dalej pokłóceni. Dzięki! Widzieliście gdzieś Rona?
Harry pocałował mnie w policzek przy Draconie... ( śmiech ) Draco zrobił się wściekły. To chyba zazdrość?
- Draco spokojnie... Harry, Ron jest u Hagrida. A coś się stało?
- Pansy się o niego pytała.
- Pansy? Przecież prof. Snape wyrzucił ją ze szkoły... Po co miałaby tu przychodzić? Powiedz jej żeby się tu nie pokazywała bo ja tez jej nie chce w Slitherinie. Nadrobiliśmy punkty z Pepi. I to nam wystarczy.
- Draco daj Harremu dokończyć.
- On nie jest w ciąży... Ron nie musi się już zamartwiać.
Rzuciłam się na szyje Harrego, że Ron nie będzie ojcem ( niepełnoletnim do tego... ) Nie mogłam pozwolić by Draco czuł się zazdrosny. Przytuliłam go i pocałowałam!
- To ja biegnę do Rona! Draco przepraszam ale musze mu to powiedzieć. Zobaczymy się wieczorem. Harry, Hermiona jest w bibliotece. Ron będzie ucieszony!
Szybko pobiegłam do chatki Hagrida. Zapukałam w te drewniane drzwi ( zawsze po tym pukaniu ręka mnie boli ) Hagrid otworzył drzwi.
- Miło Cię ponownie widzieć Patrycjo.
- Hagrid, stęskniłam się za Tobą ale proszę Cię nie mów mojego pełnego imienia wiesz ze go nie lubię.
- Dobrze, dobrze. Wchodź.
- Ron! Mam wspaniałą nowinę...
Przytuliłam Rona tak mocno że prawie by się udusił.
- Jaką?
- Pansy nie jest w ciąży!
- Co? Jak to nie jest? Przecież rósł jej brzuch!
- Harry się z nią widział przed chwilą i kazała przekazać żebyś się nie martwił to fałszywy alarm!
- Super! W końcu mogę przestać się tym przejmować. A gdzie jest Harry?
- Chyba poszedł do biblioteki bo tam jest Hermiona.
- Pepi masz pozdrowienia od Freda...
- Podziękuj mu i też go pozdrów.
- Ale on...
Hagrid przerwał Ronowi.
- Cholipka, pewnie musicie już iść? Ja was nie wyganiam ale już późno, pewnie Prof. Dumbledor się niepokoi o uczniów bo dziś jest zebranie w wielkiej sali. No już idźcie. Nie spóźnijcie się.
- Cześć Hagrid!
- No dobra idźcie już... Trzymajcie się... Słodkie dzieciaki.
Ron i ja szliśmy do Hogwartu, gdy nagle podbiegł do nas Draco... Cały był zakrwawiony.
- Draco! Coś Ci się stało?
- Mi nie... Ale ja i Harry byliśmy w bibliotece bo szliśmy do Harmiony. Nagle każda półka zaczęła się przewracać na nas. Ja zdążyłem Harry wrócił się po Hermione i dalej już nie wiem co było bo czyjaś krew trysnęła na mnie. Wiem tylko tyle, że Harry i Hermiona na pewno żyją. W bibliotece jest Prof. Dumbledor i nauczyciele. Wszyscy uczniowie są na zewnątrz szkoły.
- Nie można ich tak tam zostawić! Ron, Draco chodźcie!
- Pepi ja nie mogę iść... Mam zranioną nogę i kuleje ale nic poważnego idźcie.
- Ron biegnij po Hagrida! Niech opatrzy Dracona, a ja pobiegnę do biblioteki.
- Pepi nie niech Ron idzie z Tobą.
- Nie Draco ktoś musi Cię opatrzyć!
Pocałowałam Dracona i pobiegłam w stronę Hogwartu. Tam zatrzymał mnie George.
- Nie idź tam! Wszyscy uczniowie musza być przez szkołą.
- I ja mam się na to wszystko patrzyć? Tam jest Harry i Hermiona.
- Nie tylko oni... Oliver też tam jest. Miałem Ci nie mówić ale on chyba...
Georga głos ucichł...
- Nie! On nie mógł... NIE...!
- Przykro mi!
- Ja wierze że on tam jest i czeka na mnie aż mu pomogę! Wierze! On nie umarł, nie on!
Łzy goryczy lały się jak wodospad z moich oczu, nie wierzyłam w to że Oliver może umrzeć! A jeśli krew na ubraniu Dracona jest Olivera?
- Nie będę tu tak stać bezsilnie. Musze wiedzieć co się tam dzieje!
Popchnęłam Georga tak mocno, że się przewrócił.
- Przepraszam!
Pobiegłam do biblioteki... Prof. Dumblegor spojrzał się na mnie lśniącymi oczami, tak jak by on też miał zamiar uronić łzy.
- Prof. Dumbledor czy mój brat...
- Tak... Jest dobrym czarodziejem, który umie wygrywać każdy mecz...
- Ale czy on żyj...
- Żyje Pepi...
- Oliver! Gorge powiedział że już nie żyjesz.
- Musiał, bo byś tu nie przyszła...
- A gdzie Hermi?
- Ona już dawno poszła do Prof. McGonagall bo chciała coś wytłumaczyć...?
- No to zaraz pójdę do Hermiony, a Harry poszedł pewnie z nią?
- Panno Welkorn jeszcze nie znaleźliśmy Harrego pod tymi gruzami. Ale nadal szukamy...
- Prof. Dumbledor ale jeśli Harry nie żyje?
- Nie sądzę. Jestem pewien że żyje.
Faktycznie Prod. Dumbledore był przekonany że Harry żyje ja w sercu też coś czułam.
- A Hermiona nic nie zrobiła?
- Pepi chciała pomóc ale Prof. Dumbledor odesłał ją do Prof. McGonagall.
- Hermiona zna te zaklęcie jak ono się nazywało wingardium leviono... wingardium levisnaaa... wilgardium leviosna...?
Nagle Ron z za drzwi cos powiedział:
- Hermiona powiedziałaby że to jest Wingardium Leviosa, a nie Wingardium Leviosnaaa... ( śmiech )
- Dzięki Ron, zawołaj Prof. McGonagall żeby zaklęcie było mocniejsze.
Gdy już wszyscy byliśmy w bibliotece rzuciliśmy zaklęcie.
- WINGARDIUM LEVIOSA!
WINGARDIUM LEVIOSA - zaklęcie, na dźwięk którego latają różne przedmioty.
Wiedziałam że jeśli będzie nas więcej zaklęcie będzie mocniej działać. Wszystkie półki które przewróciły się na Harrego lewitowały w powietrzu.
- Jest Harry! Pójdę po niego!
- Pepi nie! Jeśli ktoś z nas odejdzie moc zaklęcie osłabnie! Idź po Harrego ale powoli...
Szłam do Harrego bardzo ostrożnie wiedziałam że jeśli się potknę półki mogą spaść i na mnie.
- Harry...Harry...! Nic Ci nie jest?
- Chyba nie...
- Choć szybko zanim wszystko na nas runie.
- Prof. McGonagall, panie Wood, panie Wesley można już opuszczać powoli półki.
Ron jak zwykle opuścił półkę ale nie za cicho. Bo jedna spadła z hukiem...
- Przepraszam.
- Harry, Nic Ci nie jest! Hermiona się bardzo ucieszy! Zaraz po nią pójdę, tylko że musze zobaczyć się jeszcze z Draco. Prof. Dumbledore zajmie się Tobą.
- Pati poczekaj, muszę Ci coś powiedzieć...
- Harry, przepraszam ale musze już iść, później porozmawiamy.
Ciekawe czego on chciał? Trudno później się dowiem. Gdy już dotarłam do domku Hagrida Draco miał już opatrzona nogę.
- Draco!
- Jestem cały a jak z...
- Dobrze. Hermiona, Harry jest cały i zdrowy no może trochę poobijany ale ważne że żyje.
- To ja już idę do niego. Zobaczymy się w wielkiej sali, cześć.
- Cześć. Draco jak ja się Cieszę. Hagrid dziękuje że go opatrzyłeś.
- Może nie lubię twego ojca Draco ale z Tobą da się przeżyć.
Jak na razie wszystko się dobrze skończyło... Ale nie wiem co będzie dalej... Ciekawe co Harry chciał mi powiedzieć...?


AUTOGRAF: Patrycja Welkorn / Patty Stillas







Szablon by Carpe-diem

KSIĘGA

Ty || Oni


AVEK




O MNIE




FAV ME




ARCHIWUM

2005
sierpien (10)
wrzesień (2)
listopad (3)
grudzień (4)

2006
styczeń (5)
luty (2)
marzec (2)
kwiecień (6)
maj (2)
czerwiec (1)
lipiec (1)

2007
wrzesień (1)
grudzień (1)

2008
lipiec (1)




MUZYKA

Carpe-diem<







MASZ NR.




MUGOLE