TYTUŁ: Carpe-diem.mylog.pl

DATA: czwartek, 3 lipica 2008

CZAS: 00:30:17

KOMENTUJ: komentarze [0]

STORY:




Zapraszam!

AUTOGRAF: Patrycja Welkorn / Patty Stillas




TYTUŁ: Ready, Set, Go, it's time for Poland!

DATA: środa, 5 grudnia 2007

CZAS: 21:42:23

KOMENTUJ: komentarze [0]

STORY:


Tokio Hotel Fanclub

AUTOGRAF: Patrycja Welkorn / Patty Stillas




TYTUŁ: Wastrzymanie

DATA: sobota, 1 września 2007

CZAS: 14:49:31

KOMENTUJ: komentarze [0]

STORY:


Blog wstrzymany! Oczywiście będę go prowadzić, ale chwilowo nie mogę. Jak na razie zapraszam Was na: CARPE-DIEM
KATLIN
I coś dla tych, którzy znają się na żartach: PARODIA PoZdRaWiAm! BuZiOlE =* =* =*

AUTOGRAF: Patrycja Welkorn / Patty Stillas




TYTUŁ: Ja to nie jestem ja...

DATA: piątek, 21 lipica 2006

CZAS: 13:45:37

KOMENTUJ: komentarze [23]

STORY:


Dzień po śmierci Patrycji Welkorn, Harry Potter znów nie mógł spać. Siadając na parapecie trzymał pamiętnik swojej przyjaciółki. Powoli go otwierał, po czym zaczął kartkować go z ciekawością. W pamiętniku był opisany każdy dzień i każdy najmniejszy szczegół. Ale Harry nie zamierzał go czytać do końca nagle jego uwagę zwróciła szafka, w której Pepita trzymała swoje drogocenne rzeczy. Szafki oprócz niej i Harrego nie mógł otworzyć nikt inny, ponieważ była na hasło. Na wszelki wypadek Patrycja podała Harremu hasło. Harry Potter podszedł do szafki wypowiadając magiczne hasło. Po otwarciu ujrzał stos białych listów i innych przeróżnych rzeczy. Lecz tylko jedna koperta była inna od wszystkich wyróżniała się kolorem, zamkniętością i ciekawością. Wziąwszy do ręki list otworzył go, po czym wyjął z niej kartkę pergaminu i zaczął czytać:

Drogi Harry,

Nie jestem wściekła, że grzebiesz w moich rzeczach I pewnie czytasz mój pamiętnik. On Ci nie da wskazówki nawet na moje życie. Wiem jak bardzo tęsknisz za mną i twoje myśli sprowadzają się do jednego słowa: Że to właśnie ty zawiniłeś... Na szczęście nikt tutaj nie jest winny mojego nie bycia... Moja śmierć miała zmienić wszystko, a raczej historie. Pamiętasz tą starą księgę u Prof. Dumbledora? To była historia mojego życia a raczej ona dalej się toczy. Nie chce byś płakał z wiedzą, że mnie nie ma. Ale chce byś się radował z niewiedzą jak mnie przywrócić z powrotem. Nie pytaj o to nikogo idź do Profesora. Pójdziecie razem do lochów gdzie znajdziecie mnie śpiącą i zimną, ale nie do końca martwą... Czego czytasz jeszcze ten list? Idź już!

...Kochająca Pati...


Harry Potter nie umiał powstrzymać radości łez, które nasilały się to coraz bardziej. Ledwo widząc przez oczy zapłakane szczęściem dobiegł do gabinetu a raczej pokoju Profesora Dumbledora.

- Dobry wieczór Harry. – Przywitał go bardzo ciepło dyrektor.
- Profesorze ona. – Harry próbował wyksztusić z siebie szczęście, ale Profesor od razu przerwał Harremu.
- Proszę za mną Harry. – Uśmiechawszy się wziął do ręki stary, zardzewiały klucz, którego wcześniej nie było widać na biurku. Obaj ruszyli do lochów, w których nie było żadnej żywej duszy. Tylko Prof. Snape nie spał będąc przy tajnych drzwiach Hogwartu gdzie kryło się ciało „zmarłej”. Prof. Dumbledore powoli otwierał drzwi mosiężnym kluczem... Weszli do komnaty, w której był tylko duch jęczącej Marty. Harry spojrzawszy na leżącą przyjaciółkę. Podszedł do niej łapiąc ją za zimna rękę.
- Profesorze czy ona. – Harry znów miał wątpliwości życia Pepity.
- Tak Harry. – Spokojnym głosem uspokoił Harrego. Wyjąwszy z kieszeni fiolkę z eliksirem wlał zawartość w usta Patrycji Welkorn, która po kwadransie obudziła się ze „śmierci”.
- Aaa... – Ziewnęła przeciągając się, po czym otarła oczy. – Harry! – Krzyknęłam.
- Pati! – Harry odwzajemnił gest przytulając się do mnie.
- Prof. Dumbledore czy to konieczne? – Spojrzałam na niego smutnymi oczami.
- Co konieczne? – Zapytał zdziwiony Harry.
- Widzisz Harry każdy myśli, że ja nie żyje. Co by się stało gdyby zobaczyli mnie jako mnie? Niestety będę musiała przefarbować włosy i brwi no i chodzić do innego domu. Niestety to nie będzie, Gryffindor... – Schyliłam głowę by nie patrzeć w smutne oczy Harrego.
- Chcesz powiedzieć, że wrócisz jako ktoś inny? – Położył swoja dłoń na moim policzku. Miał bardzo ciepłe ręce, których nie zapomnę. Moje dłonie przy jego były lodowate...
- Tak... Będę musiała być zupełnie inną dziewczyną. – Odpowiedziałam zdejmując jego dłoń z mojego policzka.
- Nie to nie możliwe... – Wyraz twarzy już nie był tak szczęśliwy jak przed chwilą.
- Niestety tak trzeba. Nawet Prof. Snape nie wie, kogo pilnował. Patrycjo udasz się teraz do domu, Hagrid Cię zawiezie. Tylko kilka osób może wiedzieć, że ty nadal żyjesz. A co do Ciebie Harry nikt nie może dowiedzieć się, że Patty Stilles to Patrycja Welkorn. – Uprzedził Dyrektor.
- Czyli że nie będzie już Patrycji Welkorn? – Pytał Harry.
- Jasne, że będzie! Ale nie w Hogwardzie. – Oznajmiłam śmiejąc się. – Na mnie już pora Harry... Muszę lecieć do domu i przekonać Oliviera że ja nadal żyje. Biedaczek nie wie o tym a mama mu tłumaczy. Hahaha... Do zobaczenia. – Przytuliłam Harrego na pożegnanie, po czym założyłam na siebie pelerynę niewidkę, którą dostałam na urodziny od Minervy McGonagall. Udałam się do chatki Hagrida. Zapukałam w duże, drewniane, ledwo spróchniałe drzwi.
- Patrycja! Jak się cieszę. Prof. Dumbledore wszystko mi powiedział a myślałem, że na zawsze Cię straciliśmy. Wejdź. – Uściskał mnie przed samym wejściem. – Może się czegoś napijesz i mi opowiesz jak zamierzasz udowodnić ze żyjesz, bo w Hogwardzie widzieli duchy, ale... – Głos Hagrida umilkł a raczej znikł za uśmiechającą się twarzą.
- Nie dziekuje. Hagrid właśnie w tym jest problem nie wrócę jako ja, czyli Patrycja Welkorn, ale jako Patty Stillas. I nie będę już mieć pięknych blond włosów tylko czarne, brwi też... I niestety nie będę już chodzić do Gryffindoru. – Moja twarz posmutniała.
- Jak to? Cholipka chyba nie chcesz powiedzieć, że do Slitherinu? – Z wrażenia usiadł na swoim wielkim fotelu.
- No właśnie... Slitherin marzyłam o nim by być w tym domu, ale nie, jako Patty Stillas... Nawet Draco Malfoya musze oszukiwać. Hermiona, Ron moi przyjaciele też będą oszukiwani. Tylko Harry, Olivier, ty i Prof. Dumbledore będziecie wiedzieć, że ja żyję. Oczywiście moi rodzice też... Moje imię się prawie nie zmieniło. No nic tak musi być. Lecimy? – Wstałam z fotela.
- Tak. – Hagrid otworzył drzwi a na zewnątrz już czekał na nas jego motocykl. Ostatni raz spojrzałam na, Hogwart, który widziałam swoimi oczami, bo już niedługo miałam stać się inną osobą...
- Cześć braciszku! – Krzyknęłam ze szczęścia rzucając się na Oliviera, który oniemiał ze strachu. – Olivier! To ja Pati... Ja żyje! – Machałam mu rękami przed oczyma a ten jak zaczarowany. – O.K. Postuj sobie tak ja idę do rodziców... – Ominęłam go wchodząc do salonu. Tata jak zwykle zaczytany „mieszał” kawę. Mama, jak co dzień sprzątała, by nie myśleć o tym, że mnie nie ma w domu jeszcze...
- Olivier, kto przyszedł? – Pytała wycierając ręce o niebieski fartuch.
- Witam państwa. – Przywitał się Hagrid.
- Witaj, Hagridzie. Patrycjo! – Rodzice krzyknęli ze szczęścia, po czym mnie zaczęli obściskiwać.
- Dobrze, że do nas wróciłaś. Olivier nadal nie może dojść do siebie. Może się czegoś napijecie? – Zaproponowała mama.
- Tak ja poproszę herbatę. – Hagrid uśmiechnął się siadając na zielono-niebieską sofę.
- Opowiadaj jak było? – Tata był podekscytowany i pytał mnie o wszystko.
- Jak to jak? Normalnie... Tylko Olivier coś sztywny... – Śmiałam się.
- Nic się nie martw przejdzie mu. Moja dzielna córka. – Tata mnie znów zaczął ściskać.
- Pa...Pa...Pa...Ti… - Wydukał Olivier stojący za framugą salonu.
- Tak? – Spojrzałam się na niego.
- Ty żyjesz! – Krzyknął rzucając się na mnie i przytulając mnie ze wszystkich sił.
- No jasne! Co ty myślisz, że siostry się tak szybko pozbędziesz? Nie ma mowy będę jeszcze twoim wrzodem na dupie... – Śmiałam się, choć porównanie moje nie było błyskotliwe O_o
- Hahaha... Ale jak to? – Pytał się nie wierząc, że ja naprawdę tu jestem.
- A myślisz, że co spać mi już nie wolno? – Uśmiechnęłam się szyderczo.
- Chcesz powiedzieć ze fiolkę z krwią sama wiesz, kogo ma Prof. Dumbledore? – Pytał.
- No a nie? Faktycznie zabiłaby mnie jego krew. Ale w życiu bym takiego świństwa nie wzięła. Czy ty wiesz jak trudno udawać trupa? Pomyśl ty sobie tam niby nie żyjesz a obchodzą się z Tobą lepiej niż za życia! – Humor mnie nie opuszczał.
- Już wszyscy wiedzą, że żyjesz? – Dalej zadawał pytania.
- Nie i w tym jest problem... Mogę wrócić do Hogwartu pod kilkoma warunkami...
1. Przefarbuje włosy i brwi na czarno.
2. Nie będę w Gryffindorze, tylko w Slitherinie.
3. Musze zmienić swój charakter, by każdy myślał, że ja to nie ja.
4. Wrócę do Hogwardu jako twoja kuzynka.
5. I będę się nazywać Patty Stillas.
- Slitherin? Moja kuzynka? Patty Stillas? – Olivier nie kapował. Co za kretyn!
- Tak będę w Slitherinie, nie zobaczysz moich blond włosów, będę twoją kuzynką, która jest bardzo podobna do mnie a właściwie to bliźniaczką, ale będzie mieć inny charakter, więc nie myśl, że nadal będę sobą! Chyba, że w domu... – Brakowało mi już tchu by mu to wszystko szybko powiedzieć.
- Dobra łapię! – Uśmiechnął się.
- O cholipka jak już późno. A dziś jeszcze cała szkoła zbierze się w Wielkiej Sali! – Oznajmił Hagrid patrząc się na nasz stary, drewniany zegar w salonie.
- Ja też idę! – Krzyknęłam.
- Hagridzie poczekaj jeszcze godzinę albo i troszkę więcej. Prof. Dumbledore nie rozpocznie beż Ciebie. – Moja mama się uśmiechnęła, ale zaraz potem zawołała mnie do łazienki.
- Całe czarne włosy, brwi też. – Zażądałam.
- Dobrze, dobrze. Do czego to doszłoby moja córka miała udawać kogoś innego. – Mama wzięła się do roboty. Umiała robić włosy gdyż pracowała w salonie fryzjerskim przez ok. 4 lat. Potem sama odeszłaby zając się domem, ale lubi swoją tymczasową pracę w sklepiku ze słodyczami! Po godzinie tego wszystkiego, czyli mycia głowy, nakładania farby, czekania, spłukiwania i potem modelowania, a na końcu przefarbowanie brwi... Byłam gotowa!
- I jak? – Wskoczyłam do salonu jak nowonarodzona. Wszyscy patrzyli na mnie jak na inną istotę. – Przepraszam, że spytam... Co was tak zatkało? Macie przed sobą Patty Stillas! Uśmiech proszę! – Śmiałam się z ich dziwacznych min.
- Wyglądasz ładnie... – Wydusił Olivier, po czym tata i Hagrid przyznali rację.
- A strój? – Pytała mama.
- Proszę się nie martwić. Prof. Dumbledore przewidział to... – Powiedział Hagrid wyjmując spoza swojego płaszcza mundur Slitherinu i szatę. Wzięłam ubranka i poszłam się przebrać. Po 5 minutach już byłam gotowa.
- To lecimy. Olivier ty też widzę, że jesteś gotowy. – Uśmiechnęłam się.
- Tak moja kochana kuzynko... – Odwzajemnił gest przytulając mnie.
- Cześć! – Pożegnałam się z rodzicami razem z Olivierem.
- Do zobaczenia! Kochamy was! – Machali nam, gdy już byliśmy w górze. Dolecieliśmy do szkoły. Od razu widziałam, Prof. Dumbledora, który nie był zaskoczony moim nowym wizerunkiem.
- Witam panno Stillas. – Przywitał mnie jakby dawna Patrycja Welkorn nie istniała. Odwzajemniłam gest kiwając głową. – Wiedziałem, że jeszcze dziś do nas wrócisz. Patrycjo powiedz mi jak się czujesz? – Pytał Dyrektor, który wypowiedział moje prawdziwe imię.
- Dziadku a jak się czuje nowo narodzony człowiek? – Odpowiedziałam pytaniem na pytanie. Profesor uśmiechnął się przytulając mnie.
- Witaj w nowym życiu. – Szepnął. Wydawał się bardzo dziwny gdyż tryskał szczęściem. Weszliśmy do Hogwartu. Stałam w głównym holu gdzie wszyscy uczniowie, jakich napotkałam patrzyli się na mnie jak na ducha. – Idziemy do Wielkiej sali. – Dodał Profesor. Gdy wszyscy się zebrali ja dopiero weszłam. Cała sala patrzyła na mnie jak stąpam po ziemi. Uczniowie zaczęli stawiać z miejsc i odsuwać się. Nauczyciele też.
- Witam. – Przywitałam nauczycieli. Na sali słychać były same szepty na mój temat a niektórzy milczeli.
- Cisza! – Krzyknął Dyrektor. – Proszę o spokój! Witam wszystkich uczniów oraz nauczycieli. Zebraliśmy się tu by wspomnieć naszą uczennicę Patrycję Welkorn, która dawała nam dużo radości i szczęścia. Miejmy nadzieje, że jej historia będzie dla was czymś więcej niż tylko wspomnieniem, ale jej odwaga i poświęcenie dała nam i szkole na dalsze życie. Dzięki niej, Voldemord nie pojawi się tutaj dopóki jej duch będzie nas chronić. Pozwolę sobie przeczytać jej list pożegnalny...


Drodzy przyjaciele, koledzy i nauczyciele,

Chciałabym wam podziękować za to, że byliście ze mną i towarzyszyliście mi. Dzięki nauce, którą razem z wami poznawałam wiedziałam, jaką mam drogę wybrać. Poświęciłam się nie dla siebie, ale dla was. Nie płaczcie z mojego powodu, ale radujcie gdyż zostanę w waszych sercach. Harry Potterze byłeś oddanym przyjacielem, jakiego nigdy nie zapomnę. Swoim uśmiechem dawałeś mi nadzieje na lepsze dni. Hermiono Granger dzięki twojej inteligencji i nauki, którą się dzieliłaś razem ze mną pokazywałaś, że wszystko jest piękne nawet, jeśli tego nie ma. Ronaldzie Weasley za to, że zawsze pomagałeś mi w niektórych zaklęciach i byłeś przy mnie, gdy opuszczały mnie siły dziękuje. Dracowi Malfoyowi dziękuje za miłość, którą mnie obdarzyłeś i za to, że zmieniłeś swój charakter dla mnie wobec innych uczniów. Hagrid (ojcze chrzestny) dziękuje za wszystkie twoje „Cholipki”, które wymawiałeś. Zawsze lubiłam te słowo wypowiedziane z twoich ust. Cedricu Diggory za to jak mnie broniłeś dziękuje. Prof. McGonagall (ciociu) jest pani najlepszą opiekunką, jaką znałam. Prof. Snapes dzięki pana lekcją mogłam zrobić eliksiry, który były zabronione. Prof. Dumbledore (dziadku) dziękuję za wszystko, co mi dałeś. WSZYSTKIM TU DZISIAJ ZEBRANYM DZIĘKUJE!

Na zawsze wasza...
Patrycja Welkorn


Wszyscy zaczęli płakać i bić prawa.
- Proszę już o spokój! – Uciszała Prof. McGonagall.
- My też jej dziękujemy za wszystko... – Powiedział Prof. Dumbledore. Ja stałam jak kołek... Pisałam ten list na pożegnanie, ale nie sądziłam ze go usłyszę. Było to dla mnie dziwne. Jakby ktoś inny odchodził a nie ja. Jednak Patrycja Welkorn odeszła. W końcu nie mogę już być nią. Wszyscy wrócili do swoich dormitoriów. Tylko Hermiona, Ron, Harry, Draco, Cedric zostali. Wychodziłam z Wielkiej sali a oni stali przed wejściem. Harry wiedział, że to ja, ale musiał udawać zaskoczonego.
- Cześć. Czy ty jesteś duchem Patrycji? – Pytał Ron, który był nieźle wystraszony.
- Hahaha... Duchem! Hahaha... Żartujesz? – Spojrzałam się na niego podnosząc jedna brew ku górze. – Miło mi was poznać jestem Patty Stillas kuzynka Oliviera i Patrycji. Wiem, że jestem do niej podobna a właściwie wyglądam jak bym była jej klonem. Szkoda, że odeszła... Koho ona właściwie wymieniała w tym liście? – Pytałam jakbym nie wiedziała, o kogo chodzi.
- Jestem Harry Potter. – Podał mi rękę uśmiechając się.
- Wiem. Słyszałam o Tobie. Blizna, którą masz na czole to Voldemord Ci zrobił? Nie przejmuj się ładnie wygląda. – Uśmiechnęłam się. A ja Hermiona Graner. – Od razu wyjęła rękę na przywitanie.
- Prymuska i najlepsza przyjaciółka Pati? Też słyszałam dobrze znasz magię. Chętnie się u Ciebie popłuczę. – Uścisnęłam jej rękę. Hermi trochę się zraziła ze ja nazwałam prymuską. – A Tobie to, co? Mowę odjęło? – Spojrzałam się na Cerdica.
- Nie... Ale ty jesteś Patrycją Welkorn. – Powiedział krążąc wokół mnie.
- Kochaniutki ty na pewno jesteś Cedric Diggory. Hahaa... Nie jestem nią! Jestem tylko jej kuzynką bliźniaczką. – Zrywałam boki.
- Hahaha... – Zaczął się śmiać blondyn.
- Co się tak szczerzysz? O! Widzę Ślizgona... Czyżby to był sławny Malfoy. Boże jak ona mogła się w Tobie zakochać. Ciekawe czy jesteś taki jak mówiła. – Pękałam ze śmiechu. Gryfoni też a Cedric rozpłynął się jakby już mnie nie chciał znać. – Dobra nie obrażaj się. Oprowadzisz mnie po lochach. – Zarządziłam.
- A co to przewodnik twój? – Pytał Draco.
- Nie mapa Hogwartu. – Odpowiedziałam pokazując mu język....
- Jesteś szalamą? – Pytał.
- Patrycja była czystej krwi ja też jestem... Rodzice wyjechali i zostawili mnie u Welkornów. Oczywiście jestem inna niż wasza Pati. Bardziej lubię rozrabiać. – Odpowiedziałam. Staliśmy już przy kamiennej ścianę, czyli wejściu do domu.
- Jesteśmy. – Oznajmił Malfoy.
- No popatrz oślepłam! Czysta Krew. – Wypowiedziałam hasło.
- Skąd znasz hasło? – Pytał.
- Znasz odpowiedź. – Uśmiechnęłam się szyderczo. – Dobra ja zajmuję sofę! – Walnęłam się na wielka sofę Wspólnym Pokoju Slitherinu.
- Dlaczego udajesz? – Pytał Draco.
- Co udaję? – Zdziwiłam się, ale obleciał mnie strach. Wiedziałam ze Malfoy coś wie...
- Udajesz inną osobę. Pati ja wiem ze to ty. – Draco spojrzał mi się prosto w oczy. On wiedział...





AUTOGRAF: Patrycja Welkorn / Patty Stillas




TYTUŁ: Śmierć bohaterki

DATA: niedziela, 11 czerwca 2006

CZAS: 18:14:00

KOMENTUJ: komentarze [26]

STORY:


- Hmm... Dobrze. Pójdę na taki układ.
Voldemort się zgodził? Dziwne. To miała być pułapka. Przecież mnie lawa nie bierze... Ja sama w sobie mam lawę. Przenieśliśmy się wszyscy na wulkan.
- Daj im fiolkę.
Voldemort podał fiolkę ze swoją krwią Prof. Dumbledorowi.
- Skacz!
- Ty pierwszy! Przecież wierzysz w zło.
Sami wiecie, kto bał się, że przegra. I miał rację... Wzięłam go za ramie i popchnęłam, razem skoczyliśmy.
- NIE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Krzyknęli Draco i Harry. Wiem tylko, że skoczyłam razem z Voldemortem. Więcej już nie pamiętałam.

Skrzydło szpitalne

- Witam panno Welkorn.
Otworzyłam oczy i byłam w skrzydle szpitalnym.
- Prof. Dumbledore. Co się stało?
- Voldemort ponownie przegrał. Dzięki Twojemu sprytnemu myśleniu. Duchy Feniksów wyciągnęły? Cię z lawy... A po Voldemordzie nie było ani śladu. Mamy jego fiolkę z jego krwią. Ktoś chce z panienka porozmawiać.
Profesor wyszedł.
- Pati!
- Cześć Harry. Ile ja tu już leżę?
- Dwa tygodnie... Pati czy chciałabyś być ze mną?
- Harry... Czasem albo ty albo ja jesteśmy za późno. Przepraszam Harry.
Pocałowałam Harrego w usta.
- Kochanie! Tak się o Ciebie martwiłem. O! Potter a ty tu, czego szukasz? Spadaj!
- Draco! Jak się cieszę że Cię widzę! Co z Twoim ojcem?
- Wszystko dobrze. W końcu jesteś z czystej krwi i zgodził się byś ty i ja...
- Już niedługo przeniosę się do Slitherinu.
Gadałam z Draco nie patrząc na smutnego Harrego. Ale nie mogłam być taka bezduszna.
- Jak to do Slitherinu a co z Gryffindorem?
- Potter co ty się tu jeszcze wtrącasz? Nie dość, że głupi to i głuchy... Hahaha
- Zamknij się, Malfoy!
- Obydwoje się zamknijcie! Kocham was obu, ale nie zamierzam z żadnym być!
Totalnie się wkurzyłam i postanowiłam nie być z nikim.
- Ale...
Patrzyli się na mnie jakbym odebrała im głosu.
- Wy się kłócicie a nawet, jeśli nie to do obu coś czuje! I mam dość! Jeśli będę z Tobą Draco to Harrego będę ranić a jeśli z Harrym to Ciebie. Poza tym to moja sprawa, z kim chce być! Zostawcie mnie samą.
Harry i Draco wyszli. Była chwila ciszy, gdy znów ktoś mi przerwał odpoczynek.
- Witam panno Welkorn.
- Cedric, co ty tu robisz?
- Wróć do mnie, bardzo Cię potrzebuje.
Cedric złapał mnie za rękę i się do mnie przytulił.
- Cedric... Ja... Nie mogę...
Wydusiłam z siebie kilka słów, które nie chciałam wymówić.
- Nie mów, że nie możesz... Wiem, że chcesz! Ale nie możesz tego powiedzieć. Powiedz, że mnie nie kochasz i nie chcesz mnie widzieć. Zrozumiem...
- Myślisz, że Cię nie kocham? Że nie mam dość ukrywania tego?
Płakałam. A Cedric mnie pocałował. Nie wierzyłam, że znów go kiedykolwiek zobaczę. Tylko ode mnie zależał mój los.
- Zawołasz prof. Dumbledora?
- Tak.
Po chwili Prof.. już był.
- Prof. Dumbledore czy mogę poprosić o fiolkę z krwią Voldemorta?
- Tak bardzo proszę.
Otworzyłam fiolkę, w której nie była czysta krew Voldemorta. Harry był nieczystej krwi, gdy Voldemord połączył ją ze swoją od tamtej pory miał skarżoną.
- Nieś cień śmierci się stanie jasnym. Niech niebo rozświetli ziemię. Niech piekło spali się rażonym promieniem. Niech brud zamieni się w czystość.
Wypowiedziałam coś, czego nie rozumiałam, po czym wypiłam fiolkę z krwią. I zasnęłam...

***

Śmierć bohaterki nastąpiła tuż po wypiciu krwi Voldemorta. Tylko tak można było uratować Świat Hogwartu... Za co Hermiona, Harry, Ron, Hagrid i inni występujący w tych opowiadaniach Dziękują Pepicie za poświęcenie.

***

Przepraszam, że tak zakańczam te opowiadanie... Będę musiała wszystko zapisać na dyskietce te moje opowiadania. Albo przepadną. Po co mi te opowiadania? I tak są do kitu... Bohaterkę musiałam uśmiercić gdyż nie miałam pomysłu na koniec opowiadania. Tym bardziej, że nie mam czasu na tego bloga. Jeśli ktoś chce go przejąć proszę się zgłaszać w komentach. Fajnie zaczęłam a głupio skończyłam... Brak mi jednak weny... Blog jest wykupiony nawet nie wiem, do kiedy. Warto było w niego włożyć kasę i wysiłek. I szkoda teraz to schrzanić. Może jeszcze tu wrócę i zacznę od nowa? Przemyśle to...

A teraz coś ode mnie dla was (moja myśl na temat pisania):

Pisanie to talent, którego nie da się zdobyć. Pisanie to serce, które jest większe od oceanu.


AUTOGRAF: Patrycja Welkorn / Patty Stillas




TYTUŁ: Od Autorki: No zwykłe SORRY!

DATA: sobota, 27 maja 2006

CZAS: 22:12:34

KOMENTUJ: komentarze [4]

STORY:


Jak widać zapuszczam tego bloga... Brak weny? Nie!!! Po prostu mam dwa, blogi ten i ten drugi z kumpelką. I nie wyrabiam! Poważnie! Musze się teraz dużo uczyć w końcu mam tez prywatne życie, nie? Obiecuje, że dodam notkę, jaką kolwiek bo już ja pisze, ale czuje, że jest do kitu i musze nad nią popracować! Mogę teraz popełniać błędy gramatyczne i ortograficzne, bo szczerze mówiąc pisze jak mi się teraz chce! Powoli wale wszystko nawet jak nie zdam do następnej klasy... Trudno nie chce kiblować, ale ta chce los a ja mam go "głęboko w dupie"... Co zrobić? SORRY, że nie pisałam notki i nie komentowałam poprawie się (jak będę chciała) No to do następnego tygodnia, jeśli cokolwiek napisze i tu dodam! Dzięki bogu blog jest wykupiony!!! POZDRAWIAM!

AUTOGRAF: Patrycja Welkorn / Patty Stillas




TYTUŁ: Poświęcenie...

DATA: sobota, 6 maja 2006

CZAS: 21:01:23

KOMENTUJ: komentarze [6]

STORY:


iNfOrMaCjA:

ZAPRASZAM WAS WSZYSTKICH NA BLOGA MOJEJ KUMPELI Z HOGWARTU!

*~KLIK~*

Z GÓRY DZIĘKI!!!

***

- Kochanie nie chcesz się gdzieś przejść?
- Nie...
- A może chcesz wybrać się do centrum kupić sobie coś? Leżysz na tym łóżku już tydzień oprócz pisania listów nic nie robisz... Nie wychodzisz nigdzie.
- Nie chce. Nie mam ochoty nigdzie wychodzić... Pisze listy do Hagrida, ale on nie odpisuje...
Mama podeszła do moje piętrowego łóżka.
- Hagrid odpisze jak tylko będzie miał czas. A Hermiona i Ron piszą do Ciebie?
- Tak dostałam od nich już 46 listów... W każdym piszą, że będzie dobrze... Ale ja wiem, że nie będzie.
- Nie możesz myśleć, że nic się nie uda. Nie śpisz po nocach, bo patrzysz w okno i myślisz o panu Potterze.
Faktycznie po nocach nie spałam miałam swoje piętrowe łóżko a nad nim okno... Nocami niebo było naprawdę piękne, więc jak tu nie rozmyślać? Ale moje myśli były tylko o Harrym. Codziennie pisałam listy a tak naprawdę, co chwila je pisałam. Schodziłam tylko coś zjeść, ale zaraz znów szłam na górę i rozmyślałam...
- Mamo jak mu się coś stanie to ja sobie tego nie wybaczę. Jego ojciec zginął przeze mnie. Tego dnia ja byłam u państwa Potterów, a nie w domu prawda?
- Tak to prawda... Ja i tata musieliśmy wyjechać, a tylko oni byli naszymi najlepszymi przyjaciółmi i nie wahali się by Cię przygarnąć na noc. Jestem bardzo wdzięczna Jamesowi, że uratował Cię... Niestety nigdy mu się nie odpłacę. Pamiętam jak on i Nicolas zaczepiali mnie i Lili... Ja i Lili byłyśmy naprawdę zarozumiałe. Ale z czasem poznałyśmy ich lepiej. Przynieść Ci coś do jedzenia?
- Nie dziękuje... Ja i tata idziemy się przejść... Olivier też zaraz wychodzi jesteś pewna, że nic nie chcesz?
- Naprawdę dziękuje, ale nie chce.
Mama wyszła z pokoju. Chwile poleżałam... I zeszłam na dół do kuchni. Zrobiłam sobie sok bananowy, który bardzo uwielbiam, ale jednak i to mnie nie pocieszyło... Wróciłam do siebie a tam... Olivier z kilka dziesiątkami listów.
- Olivier te listy są od Hagrida?
- Chyba tak...
- Dlaczego one nie doleciały do mnie?
- Jeśli ty i Hagrid wysyłacie sobie listy to nie sądzę by sowa nie miała dość... W końcu piszecie ich mnóstwo!
- Daj mi ten, który jest najnowszy.
- A skąd mam wiedzieć, który jest najnowszy. Przestań się przejmować na pewno nic się nie stało.
Szukałam tego najnowszego.
- Jest! Mam!
- To czytaj...

Droga Patrycjo

Jak wiesz miałaś racje co do układu z Lucjuszem. Harry walczy z sama wiesz, kim. Oczywiście każdy nauczyciel broni go jak może. Walka trwa tylko na zaklęcia. Ale nie sądzę by sama wiesz, kto chciał walczyć uczciwie... Lucjusz Malfoy jest po stronie sama wiesz, kogo. Sama wiesz kot ma teraz bardzo mocną siłę. Tylko ty i Voldemort macie równe siły Harry też ma równe, ale jest zbyt poobijany, ale na szczęście żyje. Nie zamartwiaj się, bo walka potrwa jeszcze z tydzień. Harry bardzo mocno Cię całuje i pozdrawia. Damy rade...
Z pozdrowieniami dla Księżniczki Feniksów
Hagrid, Harry, Prof. Dumbledore, Prof. McGonagall...

- Z pozdrowieniami dla Księżniczki Feniksów? Co to miało znaczyć?- Olivier się troszeczkę zaśmiał...- No, co?
- To ty jeszcze nie wiesz?
- O czym?
- Że jesteś Księżniczą Feniksów... Przecież każdy o tym wie. Feniks jest jak ogień ty umiesz zionąć ogniem z oczu.
- Jestem mutantem?
- Ha ha ha... Nie. Za dużo bajek oglądasz...
- Olivier!
- Po prostu umiesz przywołać każdego Feniksa do siebie i poprosić o pomoc. W prawdzie to one się Ciebie słuchają.
- Ha ha ha ha ha ha ha ha....
- Co się śmiejesz?
Nie mogłam powstrzymać śmiechu... To było śmieszne „Księżniczka Feniksów” „One się Ciebie słuchają” (śmiech).
- Teraz mnie rozbawiłeś... Czyli że co mogę im na przykład rozkazać żeby tu przyleciały?
- Chyba tak...
- Dobra dość tego... Harry jest w niebezpieczeństwie nie będę siedzieć bezczynnie tak jak robiłam to przez cały tydzień. Chociaż mówisz, że się będą mnie słuchały... Hmm...
Chciałam by Feniksy pomogły Harremu. Po prostu o tym pomyślałam i poczułam się tak jakby ktoś mnie uniósł.
- A nie mówiłem... Spójrz przez okno!
Szybko podeszłam do okna. Feniksy leciały w stronę Hogwartu...
- To działa?
- Najwidoczniej. O czym pomyślałaś?
- Żeby one pomogły Harremu...
- I chyba to zrobią. Tylko, że nie mamy pewności poczekamy z dwa dni...
- Czekać? A ty miałeś gdzieś iść?
- Tak... Właśnie się wybieram...
- Z miotłą?
- No dobra lecę do Hogwartu.
- I nic mi o tym nie chciałeś powiedzieć! Cholera to ja się zamartwiam o Harrego, a ty sobie grzecznie wychodzisz? Poza tym jest za jasno mugole nie sa przyzwyczajeni do latających mioteł... – Skrzywiłam się
- No dobra masz racje... To polecę w nocy a teraz idę do państwa Weasleyów...
Olivier wyszedł... Pisałam list do Hagrida, że przylatuje aż nagle dzwonek do drzwi. Myślałam, że zawału dostane. Była spokojna cisza, a tu nagle dzwonek i jak tu się nie przestraszyć? Otworzyłam drzwi. A w nich stał...
- Draco!!!
Rzuciłam się na niego.
- Mój ojciec... – Mówił ze smutkiem w oczach – on... Nie żyje...
- Draco? Jak to?
- Voldemort go zabił...
- Wejdź... Choć do mojego pokoju.
Poszliśmy na górę i usiedliśmy na sofie, która mieściła się w moim pokoju, koło mojej dużej roślinki, którą hoduje już dwa lata... W końcu taki duży pokuj to się wszystko mieści...
- Voldemort go zabił...
Draco walnął pięścią w ścianę...
- Ty, bo mi ścianę rozwalisz! Ale mniejsza o to. Skąd wiesz, że on go zabił?
- Dostałem list od mego ojca. Napisał, że jak go dostane już nie będzie żył...
- Draco to nie możliwe. Bo twój ojciec zawarł układ z Voldemortem... Jeśli Voldemort zabije Harrego wtedy Prof. Dumbledore straci swoje życie. A jeśli Harry wygra, to twój ojciec zginie?
- Trudno się domyślić, ale chyba tak...
- Twój ojciec postawił na Voldemorda... Czego by Harry nie zrobił to ktoś umrze.
- Nie musisz mi mówić, że Cię Potter pocałował wiem o tym. Nie wściekam się, bo nie jestem z Tobą. Jeśli stracę ojca będę miał tylko Ciebie...
- Draco nie stracisz ojca wiem, co mówię. Feniksy...
- Jakie Feniksy?
- One maja pomóc Harremu. Musze to odwrócić... Twój ojciec jeszcze żyje, uwierz mi.
- Wierze... Ale skąd to wiesz?
- Musimy się dostać do Hogwartu.
- Niby jak? Pociągu nie ma... Latać miotle też nie możemy...
- Biegniemy jak najszybciej do portu! Tam odpłyniemy aż na brzeg gdzie jest las i polecimy później miotłą...
- Ale ja nie mam miotły, ale ja mam dwie! Choć!
Tu już się nie liczyło czy mam chronić Harrego musiałam uratować nie tylko, Harrego, ale też pana Lucjusza Malfoya, którego darze dużym szacunkiem. Wszystko poszło zgodnie z planem dolecieliśmy w pięć godzin... Wszystko się działo przed Hogwartem.
- Lecę w dół...
- Nie!
- Lecę musze uratować twego ojca!
- Voldemort nie może Cię zauważyć.
- Nie obchodzi mnie to! Wiesz, że jestem uparta!
Podleciałam do Hagrida razem z Draciem.
- Hagid kto ma przewagę?
- Patrycja! Co ty tu robisz? Miałaś być w domu...
- Wiem, ale nie będę siedzieć bezczynnie! Kto ma przewagę?
- Na razie Harry, bo ma pomoc od Psorów... Idę do Harrego.
- Ależ to niebezpieczne.
- Dla mnie?
Podeszłam do Harrego.
- Harry przestań nie walcz...
- Patrycja? Skąd, ale jak?
- Czego zadajesz głupie pytania... Po prostu przestań walczyć.
- Welkorn! Nie było Ciebie w planie... Jak widzisz moje moce słabną ale przerywając Potterowi moje siły powracają.
Podeszłam do Voldemorta ukłoniłam się...
- Czego się nie robi dla przyjaciół... Kłaniam się Tobie, bo nikt inny by tego nie zrobił. Nie przechodzę na twą stronę, bo nie wieże w zło... Jeśli ty wierzysz skoczysz razem ze mną w lawę. Niedaleko jest wulkan... Zawrze z Tobą układ... Ja wskoczę razem z Tobą, bo wieże w dobro i jeśli nic mi się nie stanie Pan Lucjusz Malfoy przeżyje. Ty Voldemordzie skaczesz ze mną i z wiarą, że zło jest większe od dobra. Jeśli jednak Tobie się nic nie stanie oddaje za nich wszystkich swoje życie. A jeśli przegrasz oddajesz mi fiolkę ze swoją krwią...



AUTOGRAF: Patrycja Welkorn / Patty Stillas




TYTUŁ: Rozstanie...

DATA: niedziela, 30 kwietnia 2006

CZAS: 09:58:31

KOMENTUJ: komentarze [8]

STORY:


- W końcu się wyspałam...
- Ja też już wiosna! Hermiona, Patrycja chodźcie!
- Myślałam, że nie nadejdzie. Dzięki Ginny, ale wole poczytać książkę...
- Jak chcesz... Ja idę przed szkołę!
Ginny wyszła.
- Hermiona nie cieszysz się, że jest już wiosna? Tak bardzo na nią czekałaś...
- Cieszę się, ale ciągle mi brakuje.
- Czego?
- Raczej, kogo...
- Chodzi o Rona?
- Tak...
- Zobaczysz jeszcze ze sobą będziecie! Choć bo zaraz śniadanie.
Zeszłyśmy na śniadanie do Wielkiej Sali i usiadłyśmy na miejscach. Jadłam sobie spokojnie śniadanie nie rozglądając się na boki... Nagle Hermiona mnie szturchnęła łokciem.
- Co?
- Spójrz na Harrego... Jest smutny i nic nie je. Pogadaj z nim.
- Przeze mnie stracił ojca, co mam jeszcze zrobić? Nie odwrócę tego... Niestety...
- On już Ci przecież przebaczył!
- Tak, ale ja nadal mam poczucie winy.
- Pogadaj z nim.
No dobra musiałam się odezwać do Harrego. Pomimo tego, że nasze rozmowy zaczynały się tylko na przywitaniu, a kończyły na pożegnaniu. Spojrzałam się na Harrego, który siedział na wprost mnie. Złapałam go za rękę i...
- Harry coś się stało? Dlaczego nie jesz śniadania?
Harry spojrzał mi w oczy i nadal był zamyślony po piętnastu minutach usłyszałam odpowiedz.
- Nie nic mi nie jest, nie jestem głodny.
Lekko uśmiechnął się i nie puszczał mojej dłoni. Trochę się trudno jadło jedną ręką, ale jakoś poszło. Poszliśmy wszyscy we czwórkę do Wspólnego Pokoju.
- Zaraz mamy lekcje z Prof. Snape.
- Hermi nie mów mi o tym, bo on znów będzie nas pytać.
- Hermiona mogę z Tobą porozmawiać? Harry, Pati wybaczcie na chwile...
- Nie ma sprawy.
Ron chciał pogadać z Hermi. Chyba robi pierwszy krok Hermiona już dawno na to czekała. Ja i Harry zostaliśmy sami, mogliśmy w końcu na osobności pogadać...
- Harry mnie nie oszukasz, co się stało? Byłeś strasznie zamyślony.
Harry znów to zrobił spojrzał mi w oczy i odpowiedział po długiej namyśli...
- Pati to nie przez Ciebie zginął mój ojciec nie możesz się obwiniać. A wiem, że to robisz. Obwiniasz się za coś, czego nie zrobiłaś, nie możesz.
- Harry, ale.
Harry nie dał mi dojść do słowa pocałował mnie. Jednocześnie nie byłam z Draconem, ale raz całuje się z nim, a raz z Harrym. Nie pasowało mi to, bo musze zdecydować, kogo kocham naprawdę i z kim chce być. Nagle usłyszeliśmy głos Percego.
- Uczniowie są proszeni do Wielkiej Sali! Za mną!
Zrobiło nam się głupio... Ale poszliśmy za Gryfonami. Ja i Harry trzymaliśmy się za ręce jak narzeczeni.
- Co się dzieje?!
- Nie wiem! Pati!
- Co?
- Ron i ja! Jesteśmy razem!
- Mówiłam Ci, że jeszcze się ułoży!
- Jejku jak głośno! Harry, a ty wiesz, co się stało?
- Nie! Pati trzymaj mnie mocno za rękę.
- Dobrze.
Wchodziliśmy do Wielkiej Sali. Zamknęły się drzwi.
- Proszę wszystkich o spokój! Ze względu na daną sytuacje odwołuje dzisiejsze zajęcia. I jeszcze jedno proszę o spakowanie swoich rzeczy. Wracacie do waszych domów. Pociąg przyjedzie dokładnie za dwie godziny.
Cała szkoła zaczęła szeptać, dlaczego musimy wracać do domu. Przecież nic się wielkiego nie działo.
- Coś się musiało stać. Pati wracamy do domu.
- Olivier, ale dlaczego?
- Nie wiem... Ale Profesor chyba ma powody, o których nie może powiedzieć.
- Cisza! Panika jest tu niewskazana! Pani Prof. McGonagall.
- Wyczytam teraz te osoby, które muszą tu teraz podejść. Pan Ronald Weasley, pan Harry Potter, pan Olivier Wood, pan Fred Weasley, pan Georg Weasley, panna Harmiona Granger, panna Ginny Weasley i panna Patrycja Welkorn.
Podeszliśmy wszyscy do Prof. Dumbledora i Prof. McGonagall.
- A teraz proszę uważnie słuchać. Prof. Dumbledor musi wam coś powiedzieć.
- Ze względu na zamknięcie tymczasowo szkoły. Odsyłam was do domu. Hagrid popłynie z wami. Prof. McGonagall powie, kto zostaje tutaj.
- Właściwie to tylko Harry zostaje.
- Prof. Dumbledore, ale dlaczego? Jak to popłynie?
- Życzę miłej i bezpiecznej drogi. Mam nadzieje, że jeszcze się zobaczymy... Hagridzie.
- Wsiadajcie.
- Nie wsiądę bez Harrego!
Przytuliłam się do Harrego bardzo mocno.
- Patrycja nie możesz tu zostać Harry jest nam bardzo potrzebny.
- Profesorze, ale dlaczego musi zostać? Co się stało niech pan mnie nie okłamuje.
- Pati płyń do domu. Przyjdę po Ciebie obiecuje.
- Patrycjo. Są rzeczy, których jeszcze nie wiesz. Harry musi sobie poradzić, bez Ciebie.
Harry spojrzał się na Prof. Dumbledora jakby patrzył na swoją śmierć. Hagrid złapał mnie w pół i trzymał mocno bym weszła na statek.
- Pati obiecuje wrócę!
- Harry!
Wyrywałam się... Ale statek zbyt szybko płynął.
- Hagrid, dlaczego to zrobiłeś?
- Przepraszam, ale musiałem. Profesor i Harry muszą zmierzyć się sama wiesz, kim... W prawdzie to tylko Harry będzie z nim walczył. Prof. Dumbledore i Prof. McGonagall będą pilnować Harrego i nie dadzą mu umrzeć. Choć on wie, że zależy od niego czy przeżyje. Pewnie jak wrócimy zobaczymy tylko ruiny zamku... Dlatego wyruszamy wcześniej od innych.
- Hagridzie, ale, po co Harry miałby walczyć sam wiesz, kim. Pati będzie dobrze...
- Chyba chodzi o układ, z czego nie wywiązał się ktoś z nauczycieli.
- Dzięki Hermiona. Ale kto mógł...
- Prof. Snape!
- On? Nie możliwe...
- Hagridzie w końcu on musiał jakiś układ z Voldemortem zawrzeć. To jest pogmatwane...
- Niestety mi nic o tym nie wiadomo. Stąd widać już zachmurzenie... Gdy już tam będziemy macie trzymać się razem.
Usiadłam sobie i piłam ciepłą herbatę z termosu, którą zrobił Hagrid. Teraz mogłam tylko myślami być z Harrym. Nie widziałam, co się działo miałam tylko jedną myśl, że Harry przeżyje, że zobaczę go...
- Choć przytul się. Widzę, że Ci zimno przyniosłem koc...
- Dzięki Olivier.
- Nie zamartwiaj się Prof. Dumbledore nie pozwoli skrzywdzić Harrego.
- Wiesz, co mi się wydaje. Im bardziej myślę o tym wiem, że ktoś wszedł w układ z Voldemrtem... I to nie jest nauczyciel. To ktoś, kto ciągle jest z nim w układzie. Wydaje mi się, że ojciec Malfoya. Ostatnim razem jak rozmawiałam z Prof. Snape to był trochę dziwny, dlatego nie może być on, ja to wiem.
- Ojciec Malfoya? On zawsze był sługą sama wiesz, kogo.
- On zawarł układ, że jak sami wiecie, kto zabije Harrego wtedy, Prof. Dumbledore odda swoje życie w ręce Lucjusza.
- Hermiona ma racje... Harry i Prof. Dumbledore są zagrożeni. Olivier, o której dopłyniemy do portu?
- Za jakieś pięć godzin. Co chcesz zrobić?
- Ja? Nic...
- Powoli się zbliżamy najlepiej żebyście poszli już spać. Ja pokieruje wszystkim...
- Dobra idziemy...
Pierwszy raz miałam okazje spać na hamaku... Ale nie mogłam zasnąć, a jak już zasypiałam to miałam koszmary. Spadłam chyba trzy razy z hamaku. W końcu dopłynęliśmy do portu. Na miejscu byli państwo Granger, Weaslei i oczywiście moi i Oliviera. Wszyscy się rzucili na swych rodziców.
- Dzień dobry państwu. To ja już wracam do Hogwartu.
- Dzień dobry Hagridzie.
- Hagrid...
- Tak?
- Pisz o wszystkim, co się dzieje w Hogwardzie. Proszę Cię...
- Obiecuje, że będę pisać... Trzymajcie się!
Machaliśmy oddalającemu się Hagridowi. Po czym już wszyscy wracali do swych domów.
- Mamo gdzie my idziemy?
- Idziemy do domu.
- Ale my tutaj nie mieszkamy.
- Przeprowadziliśmy się. Mieszkamy niedaleko domu państwa Dursleyów. Jesteśmy ich sąsiadami.
- Fajnie... A oni wiedzą, że wy jesteście...
- Naturalnie, że nie.
- To dobrze wtedy może będę odwiedzać Harrego.
- Kochanie z Harrym będzie wszysto dobrze. Zobaczysz...
- Dzięki tato. To gdzie mieszkamy?
- Na Privet Drive 5 koło domu Dursleyów.
Faktycznie dom był piękny... W prawdzie bardzo piękny. Miałam w końcu duży pokój. W prawdzie to były trzy pokoje. Jeden Oliviera, drugi mój a trzeci rodziców. Był też pokój gościnny, kuchnia, toaleta, łazienka, przedpokój. Wszystko biło bardzo przestrzenne i dużo. Rodziców pokój znajdował się na dole a mój na trzecim piętrze zaś Oliviera na drugim. Wszystko było nowe i piękne, ale nie mogłam się cieszyć. W myśli i przed oczami miałam tylko Harrego...


AUTOGRAF: Patrycja Welkorn / Patty Stillas




TYTUŁ: Walka...

DATA: niedziela, 23 kwietnia 2006

CZAS: 22:48:33

KOMENTUJ: komentarze [5]

STORY:


- Pansy została wyrzucona ze szkoły przynajmniej tymczasowo! Snape ją wyrzucił!
- Co, Snape? Nie wierze! On nie mógł tego zrobić. Nie on...
- A jednak... Pepi, a ty jesteś z Draconem?
- Hermiona ja nie wiem czy jestem z nim. Faktycznie całowaliśmy się, ale.
- Ale?
- Musze już iść... Chciałam porozmawiać z Prof. Snapem.
- Ja będę w bibliotece.
- Dobra.
Poszłam do lochów. Wiadomo, że Snape zawsze tam jest.
- Prof. Snape.
- Czego tu Welkorn szukasz?
- Dlaczego pan wyrzucił Pansy? Wiem, że rzuciła najgorsze z zaklęć. Ale nie sądzę by ją tak karać. W końcu ona należy do Slitherinu.
- Właśnie dla tego ją wyrzuciłem. Te zaklęcie jest zakazane. I mam prawo chronić nie tylko Ślizgonów, ale także innych uczniów nie należących do Slitherinu. A teraz znikaj mi z oczu. Mam wiele pracy.
Snape był bardzo dziwny tak jakby coś ukrywał. No nic tu pomnie. Poszłam do biblioteki.
- Rozmawiałaś ze Snape?
- Tak. I on jest bardzo dziwny. Hermiona widziałaś może Prof. Dumbledora?
- Nie... Ale spytaj się Prof. McGonagall.
- Dzięki.
Poszłam do Prof. McGonagall.
- Witam panno Welkorn.
- Dzieńdobry pani profesor. Czy nie wie pani gdzie jest Prof. Dumbledore?
- O ile wiem Profesora nie ma. Musiał wyjechać w pilnej sprawie. Czy coś się stało?
- Nie... Tylko tak chciałam spytać.
- Panno Welkorn?
- Tak?
- Jest pani pewna, że nic się nie stało?
- Tak. Dziękuje do widzenia...
- Do widzenia.
Prof. Dumbledora nie ma w szkole oj będzie źle. Już to czuje. Poszłam do wspólnego pokoju Harry i Ron tam byli.
- Harry Prof. Dumbledora nie ma w szkole!
- Jak to?
- Wyjechał.
- Ale miał dziś z nami o czymś porozmawiać.
- Wiem. Ale nie sądzę by zdążył.
- Wiesz może, o czym Profesor chciał z nami porozmawiać?
- Tak o tym, że jestem dziedzicem Godryka Gryffindora.
- Co?
- Też się zdziwiłam. W końcu Voldemort jest dziedzicem Salazara Slitherina i jest starszy ode mnie. I dziwi mnie to, że właśnie ja jestem dziedzicem Godryka.
- Aaał! Ukółem się!
- Ron znam ten ból. - (śmiech) – Harry ja idę do Hagrida.
Do wspólnego pokoju weszła Hermiona.
- Aaa... Słyszycie te głosy? One są straszne! Głowa mnie boli!
- Hermiona, jakie głosy? Ja nic nie słysze Ron, Pati a wy?
- Ja nie... Za to palec mnie boli, bo się ukułem!
- Hermiona nie wsłuchuj się w te głosy, ignoruj je!
- Ale nie mogę! One są coraz bardziej głośne! Nie umiem się skoncentrować!
- Cholera jasna Hermiona zrób to!
- Harry nie denerwuj jej jeszcze bardziej. Hermiona posłuchaj. Złap mój nadgarstek. Tam gdzie mam bliznę. Drugą ręką złap Harrego za czoło też tam gdzie ma bliznę. Harry przygotuj się, bo te głosy przejdą na nas.
- Skąd o tym wiesz?
- Nie wiem skąd wiem! Coś mi każe tak mówić!
Hermiona złapała mnie i Harrego za nasze blizny. Jak każdy wie Harry ma bliznę na czole po lewej stronie, a ja mam bliznę na lewym nadgarstku. (Skąd moja blizna się wzięła nie wiem, ale wiem, że mam ją od dzieciństwa) Ron wszystkiemu się przyglądał trzymając palca w ustach i wysysając z niego krew. Faktycznie te głosy, które słyszała Hermiona przeszły na mnie i Harrego. Ale za chwile się uspokoiły.
- Co to było?
- Nie wiem Hermi, ale Voldemort zaatakował nie mnie ani Harrego ale Ciebie. Ron uważaj ty będziesz następny.
- Jak to?
- Voldemort zaczyna od naszych przyjaciół czyli od Ciebie Hermiona, potem przyjdzie czas na Rona. Ron trzymaj się blisko mnie i Pati. Chodźmy lepiej do Hagrida.
- Harry idź ja musze iść do Malfoya.
- Nie rób tego. Voldemort nie zaatakuje go.
- Skąd wiesz?
- Ze Slitherinu nikt nie ucierpi. Gryffindor musi trzymać się razem.
- Olivier!
- Ja po niego pójdę. Ty idź razem z Hermioną i Ronem do Hagrida.
- Harry bądź ostrożny.
- Idź już...
Nasza trójka poszła do chatki Hagrida. A Harry poszedł po Oliviera.
- Hagrid wiesz, dlaczego nie ma Prof. Dumbledora?
- Dostał list od jakiegoś tajemniczego faceta.
- Co w nim było?
- Nie wiem nie pytałem. Choć Profesor mówił, że w liście było napisane coś o was...
- A było coś o dziedzicach?
- Tak.
- Czarny pan... Chce zmierzyć z Tobą walkę. Wysłał Prof. Dumbledora, by mieć lepszy dostęp do Ciebie.
- Może to nie Voldemort. A Pansy... Została wyrzucona ze szkoły, użyła zakazanego zaklęcia nie sądzę by zrobiła to celowo... Ale skąd wie o dziedzicach? Hermiona, Ron zostańcie z Hagridem. Hagrid zajmij się nimy.
- Patrycja, gdy nie ma Profesora w pobliżu jesteś w niebezpieczeństwie.
- Jestem tego świadoma. Poza tym, co tydzień zawsze mamy jakieś problemy.
Wyszłam z chatki Hagrida. Z zakazanego lasu wyłaniał się dym. Już wiedziałam gdzie mam iść.
- Pati gdzie idziesz?
- Harry muszę iść do zakazanego lasu.
- Nie! Nie pozwolę Ci!
- Harry muszę!
- Patrycja, Harry ma racje nie idź! Jest zakaz wchodzenia tam.
- Jeśli ty idziesz ja też.
- Czy wyście pogłupieli?
- Olivier idź do Hagida. Harry.
Spojrzałam Harremu w oczy. Złapaliśmy się za ręce i wbiegliśmy do zakazanego lasu. Las był cały w dynie nie można było prawie oddychać. Harry i ja trzymaliśmy się mocno za ręce by się nie zgubić. Nagle dym ustąpił. Cały las był już czysty od dymu. Za drzewa wyłoniła się mała osóbka przypominająca Pasny.
- Wiedziałem, że tu przyjdziecie. Choć nie sądziłem, że razem.
- Zostaw Pansy w spokoju!
- Zostawię jak was zniszczę. W końcu to ona będzie z Draco Malfoyem nie ty Welkorn!
- I co z tego? Nie obchodzi mnie, z kim będzie Malfoy!
- Hmm... Ale obchodzi Cię blizna, którą masz na nadgarstku... Dość dziwny zbieg okoliczności, że akurat i ty Welkorn byłaś w domu Potterów!
- Jak to?
- Pati nie ufaj mu!
- Tego dnia twoja matka i ojciec musieli wyjechać... A nie mogli Ciebie zabrać. Od czego ma się w końcu przyjaciół. Zostawili Cię u Potterów. Gdy byłem u nich, mieli przejść na moją stronę. Najpierw zająłem się Jamesem Potterem był głupi, że sprzeciwił mi się... To był przypadek, że Cię trzymał wtedy na rękach. Najpierw miałaś być ty zabita, ale on głupiec obronił Cię i tak zginął. Tak to byłby drugi z kolei. Ty musiałaś otrzeć nadgarstkiem moją różdżkę. I stąd masz tą bliznę. Niestety nie miałem czasu by Cię zabić ważna była też Lili Potter, ale ta też sprzeciwiła się i ochroniła małego Pottera! Do dziś dziwie się, dlaczego was jeszcze nie zabiłem! Ale teraz mam okazję!
Spojrzałam się na Harrego. Nie mogłam uwierzyć, że to przeze mnie jego ojciec zginął. Ratował mnie rozumiem, ale dlaczego oddał za mnie życie? Przecież nie byłam jego córką. Harry nie mógł uwierzyć w to, co usłyszał. To było jak bajka.
- Harry przepraszam ja nie wiedziałam. Przepraszam!
- Patrycja uważaj!
Harry popchnął mnie bardzo mocno. Bo gdy zaczęłam przepraszać Harrego to Voldemort rzucił zaklęcie. Harry wylądował na mnie, ja na ziemi. Szybko staliśmy nie było ani chwili do stracenia.
- Dzięki.
- Nie ma sprawy.
- Jak zwykle ktoś z Potterów musi kogoś bronić. Welkornowie jak zwykle nie umieją sobie poradzić... Jesmes Potter i Nicolas Welkorn to dwaj niedołęgi... I o to, co pozostawili na tym świecie dwoje małych i bezbronnych dzieci.
- Zamknij się! Stul pysk!
- Harry spokojnie... On chce nas zdekoncentrować.
- Welkorn... Jak zwykle każdego musisz uspokajać. Twoja matka nie była święta... Właściwie to przeszła by na moją stronę gdyby nie Nicolas! Zabrał mi ją! Chociaż kto by chciał taką ladacznicę, jak ona! Lili też taka była. Właściwie Carrlet i Lili to jedyne ladacznice, jakie znam.
Harry i ja nie wytrzymaliśmy. Ja ze złości zionęłam ogniem z oczu i złapałam Harrego za rękę. Razem zionęliśmy ogniem, ale bardzo mocno! Poczym wszystko się uspokoiło. Widzieliśmy tylko Pansy leżącą na ziemi...
- Co to było?
- Nie wiem... Ale ty też zionąłeś ogniem z oczu.
- Faktycznie.
- Trzeba wziąć Pansy.
- Ja ją wezmę.
- Hagrid!
- Wy dzieciaki macie zawsze kłopoty... Idźcie do Prof. Dumbledora...
Ja i Harry poszliśmy do Profesora.
- Witam państwa... Przepraszam, ale musiałem wyjechać w dziwnej sprawie.
- Prof. Dumbledore, Voldemort...
- Znów zaatakował... Wiem już o wszystkim. Panna Parkinson będzie przewieziona do Św. Munga.
- Profesorze jest jedna rzecz, która mnie nie pokoi... Czy Voldemort mówił prawdę o tym, że tata Harrego, pan James ochronił mnie?
- Powiedział prawdę, choć wiem, że dla Ciebie ona jest bolesna.
- Mama mówiła mi, co innego, że gdy pani Lili Ochroniła Harrego i Voldemort zrobił mu ten znak to, że ja zaczęłam płakać i z nadgarstka zaczęła mi krew lecieć.
- Pani Carrlet nie mogła Tobie powiedzieć prawdy. Ty i Harry musieliście ją usłyszeć od Voldemorta. Tak jest wam przepisane...
- Harry przepraszam... Przezemnie straciłeś ojca.
Harry podszedł od mnie i mnie przytulił.
- Pati nie płacz to nie przez Ciebie. Mój ojciec chronił Cię. Tak samo bym postąpił. Ty też byś tak zrobiła. Nie płacz... Nawet gdyby Cię tam nie było mój ojciec i tak by zginął.
Harry ma rację nawet gdyby Cię tam nie było James i Lili nie przeżyliby. Ty i Harry macie w sobie coś, co Voldemort nie może zniszczyć. Wasza przyjaźń, miłość i poświęcenie życia dla drugiej osoby to najważniejsze cechy, które są odległe dla Voldemorta. Kiedyś moje dzieci będziecie razem... Ale jeszcze nie ten czas. Nad naszymi głowami jeszcze się zbierają czarne chmury...


AUTOGRAF: Patrycja Welkorn / Patty Stillas




TYTUŁ: Jestem dziedzicem Godryka Gryffindora...!

DATA: wtorek, 18 kwietnia 2006

CZAS: 21:54:46

KOMENTUJ: komentarze [4]

STORY:


- Cześć! Witam was na pierwszym meczu w sezonie. Dzisiaj grają Slitherin oraz Gryffindor. Gracze zajmują pozycję, a pani Hooch wchodzi na boisko by zacząć mecz.
- To ma być ładna i czysta gra. Do wszystkich mówię. – Ostrzegła nas pani Hooch.
- Tłuczki uwolnione poleciał także znicz. Pamiętajcie, że znicz ważny jest 150 punktów. Szukający, który złapie znicz kończy grę. Kafel poszedł w górę. I ruszyli!
Nie mogłam się zorientować, kto gdzie jest... Każdy latał na miotłach tak szybko. Nagle usłyszałam:
- Brawo Ronald Weasley. Dziesięć punktów dla Gryffindoru! Teraz kafel przejmują Gryfoni. Katie Bell podaje do Alici Spinnet, ale zaraz Ślizgoni mają kafel.
Ronowi się udało trafić. Podleciałam do niego na chwilę.
- Załapałeś gratulacje.
- Dzięki.
Zauważyłam, że tłuczek na mnie leciał myślałam, że spanikuje, ale odbiłam.
- Dziesięć punktów dla Slitherina!
Harry i Draco ścigali znicz. Niestety nie na długo.
- Tłuczek uderzył Draco Malfoya. Teraz Harry Potter ma przewagę, ale co to? Tłuczek zostaje wymierzony w Harrego Pottera. – Feniks obrania Harrego.
Poleciałam jak najszybciej by odbić tłuczek, który leciał w stronę Harrego. Na szczęście odbiłam. Ślizgoni nie grali uczciwie... Katie spadła z miotły, zaraz po niej Alicia. Było już nas tylko pięcioro. Harry, Ron, Olivier, Fred i ja.
- Katie Bell i Alicia Spinnet na razie nie zagrają. Dziesięć punktów dla Slitherinu!
Przegrywaliśmy, jedynie Harry mógł nas uratować. Ja odbijałam te cholerne tłuczki już mnie ręka bolała.
- Tłuczek ponownie jest wymierzony w Draco Malfoya. Jak to? Przeciwnik Ślizgonów, Gryfon odbija tłuczek. Draco Malfoy uratowany przez przeciwnika.
Podleciał do mnie Olivier.
- Nie ochraniaj go... Wiem, że Ci zależy na Malfoyu, ale przez nich straciliśmy już dwie zawodniczki. Ale dobrze zrobiłaś.
- Gryfoni przejmują kafel! Dziesięć punktów dla Gryffindoru! Jest remis dwadzieścia do, dwudziestu ale wszystko się jeszcze może zdarzyć.
- Harry! Pochyl się bardziej a wtedy twoja miotła będzie lecieć jeszcze szybciej!
- Dzięki!
- Harry złapał znicz! Gryffindor wygrywa!
Zeszliśmy z boiska.
- Harry, Ron gratuluje.
- Dzięki.
- Ron dobrze się spisałeś ty Patrycja też... – Dodał Olivier.
- Dokopaliśmy Ślizgoną, ale to nie koniec meczu gramy jeszcze z Krukonami i Puchonami. Nie wiedziałem, że zastąpisz mojego brata... W końcu jesteś dziewczyną.
- Fred dzięki... Co do mojej płci to chyba ona Ci nie przeszkadza?
- Ależ skąd?
Oglądaliśmy następny mecz. Tym razem grali Krukoni i Ślizgoni. Oczywiście Ślizgoni wygrali. Teraz my i Puchoni.
- Witam ponownie! Teraz zagrają Haffelpuff oraz Gryffindor. Na ostatnim meczu byliśmy wstrząśnięci kontuzją Cedrica Diggory.
To Cedric gra w Quidditcha? I do tego jest Puchonem, a ja zawsze myślałam, że Gryfonem. Przynajmniej tak mi powiedział Hagrid i Prof. Dumbledore. Chyba próbowali coś ukryć. No jasne przecież miał inny mundur, ale ja głupia jestem!
- Gracze zajmują pozycję, a pani Hooch ponownie wchodzi na boisko by zacząć mecz. Tłuczki uwolnione poleciał także znicz. Pamiętajcie, że znicz ważny jest 150 punktów. Szukający, który złapie znicz kończy grę. Kafel poszedł w górę. I ruszyli! Dalej Gryffindor! Przepraszam pani Profesor....
- Aaa...!
- Pat. Feniks! Co się dzieje z twoją miotłą?
- Nie wiem! Harry leć, do Hermiony i powiedz żeby spojrzała przez lornetkę w stronę Cho Chang, jeśli ona nic nie robi to Pansy Parkinson. Szybko, bo się dłużej nie utrzymam!
Ktoś zaczął czarować moją miotłę. Zupełnie jak wtedy, gdy Harry grał pierwszy raz. Jego miotła też była zaklinana.
- Coś się dzieje z miotłą Dzikiego Feniksa. Czyżby i on miał zamiar spaść i nie wrócić na boisko? Nikt już mu nie pomoże?
- Feniks trzymaj się!
- Harry! Szybciej! Aaa...! Harry nie mogę już!
- Nie rób tego! Trzymaj się!
- Aaa...
Moje ręce nie wytrzymywały w końcu puściłam miotłę. I spadałam przez krótką chwile, bo ktoś mnie złapał.
- Niebezpiecznie grać w Quidditcha.
- Cadric Diggory?
- Tak.
- Dzięki za uratowanie mi życia, choć jakbym spadła to tylko bym coś złamała.
- Wskakuj na swoją miotłe.
- Dzieki.
- Ej spotkamy się po Quidditchu?
- Yyy... Nie sądze.
- Dlaczego?
- Sory, ale musze grac...
Diggory niemógł wiedzieć, że to byłam ja, ale złapał mnie. Dlaczego? Czy tylko dla tego, że mnie chciał uratować? Czy wiedział, kim jest Feniks?
- Gryffinor wygrał po raz drugi! Brawo Gryffindor!
Znów wygraliśmy. Szczęście dopisuje. Ponownie zeszliśmy z boiska.
- Przepraszam, że Cię nie mogłem uratować...
- Harry to nie twoja wina. Nie potrzebnie ją puściłam. A kto czarował moją miotłę?
- Hermiona powiedziała, że Pansy...
- Pansy? Ona mówiła prawdę.
- Jaką prawdę?
- Że kocha Draco Malfoya... Musze iść.
- Poczekaj!
Poszłam do Parkinson. Oczywiście nie mogłam iść w stroju do Quidditcha do niej. Zdjęłam kilka rzeczy i założyłam szatę.
- Posłuchaj Pansy, jeśli Ci przeszkadza nasz zawodnik to może w ogóle zabij nas.
- Czyżby Welkorn bała się o czyjeś życie? Poza tym nie było Cię na widowni. Nie sądzisz, że to dziwne? Ty umiesz przybierać postać feniksa. Nagle w Quidditchu pokazuje się zamaskowana dziewczyna, która wygląda jak feniks. Dziwny zbieg okoliczności nie praw dasz?
Złapałam Pansy bardzo mocno za rękę.
- Posłuchaj mnie gówniaro! Jeśli chcesz coś zrobić mnie, Draconowi albo komuś z Gryfonów to gorzko tego pożałujesz. Bo taka smarkula nie będzie się rządziła!
- Na twoim miejscu bałabym się tylko o Malfoya... Stracić pamięć jest łatwo. Ale odzyskać trudniej... Choć, po co się męczyć nie lepiej go zabić? Wtedy żadna z nas nie będzie go miała!
- Grozisz mi? Zrób coś jemu, a będziesz zbierać swoje zęby z ziemi.
Pansy warknęła na mnie i odeszła.
- A tej, co? Koleżanek szuka?
- Draco teraz gracie?
- Tak. Co jest?
- Draco, Pasy chce Ci coś zrobić... Widziałeś Feniksa? Pansy czarowała jej miotłę.
- Ale czego te dziecko chce ode mnie?
- Twojej miłości do niej, a nienawiści do mnie.
- E! Romeo zapomniałeś, że mecz mamy?
- Idę już! Obiecuje, że będę uważał.
- Draco będę Cię obserwować.
- Dobrze. Kocham Cię!
- Też Cię Kocham!
Przyszedł czas na mecz...
- Znów się spotykamy to już nasz trzeci raz, ale tym razem zagrają Slitherin i Ravenclaw. Gracze zajmują pozycję, a pani Hooch wchodzi na boisko by zacząć ponowny mecz. Tłuczki uwolnione poleciał także znicz. Pamiętajcie, że znicz ważny jest 150 punktów. Szukający, który złapie znicz kończy grę. Kafel poszedł w górę. I ruszyli! Zacięta gra... Ślizgoni się nie poddają!– Po pół godzinie – Coś dzieje się z miotłą Draco Malfoya ona zwalnia...
- Fred podaj mi miotłę!
- Po co? Przecież nie gramy...
- Podaj mi szybko miotłę!
Patrzyłam się w stronę Pansy zamierzała rzucić jakieś zaklęcie. A ja szybko podleciałam do Dracona i zepchnęłam go z widoku Pansy.
- Uczennica Hogwartu, Patrycja Welkorn wkroczyła na boisko i nie wiedząc, dlaczego zepchnęła Draco Malfoya na bok.
W tym samym czasie Pansy wypowiedziała zaklęcie, które nie trudno wyczytać z ust...
- AVADA KEDAVRA!
AVADA KEDAVRA - zaklęcie uśmiercające, zakazana klątwa zabijająca (śmierć natychmiastowa), "wymaga potężnej mocy magicznej", za użycie tego zaklęcia grozi dożywotnie przebywanie w Azkaban.
- Aaa...!
Tym razem spadłam z miotły... Na sam dół. Wszyscy do mnie podlecieli moja drużyna i Draco.
- Co jej się stało?
- Odsuńcie się...
- Hagrid co jej się stało?
- Nie wiem Harry, ale ktoś użył tu zakazanego zaklęcia. Choć dziwie się, że puls jeszcze jest...
Hagrid wziął mnie na ręce i zaniósł do szpitalnego skrzydła.
- Pani Pomfrey czy ona...
- Obawiam się, że tak. Słabo oddycha i puls zanika. Choć istnieje nadzieja, że przeżyje. Przepraszam, ale musze powiadomić rodziców.
- Proszę tego nie robić... Niepotrzebnie się będą tylko martwić.
- Hagridzie... Wiem jak bardzo ją kochasz, ale ona teraz potrzebuje spokoju... Zostań przy niej na chwilę.
Do skrzydła szpitalnego wszedł Harry.
- Hagrid...
- Harry nie wiadomo czy ona przeżyje... Nic nie jest pewne.
- Jeśli ona umrze pomszcze ją.
- Harry to nie czas by teraz mówić o tym. Ten, kto to zrobił będzie miał wielkie kłopoty.
Harry złapał mnie za rękę.
- Chciałbym by ona wiedziała jak bardzo ją kocham i chciałbym być z nią. Ale jest już za późno...
- Harry nie poddawaj się ona musi wyzdrowieć... Zostań z nią tu ja idę do Prof. Dumbledora.
- Dobrze...
Prawie półmartwa leżałam bez ruchu. Chciałam, Harremu coś powiedzieć, ale nie mogłam. Słyszałam, co mówi.
- Oddałbym życie za Ciebie, a teraz nie mogę nawet Tobie pomóc... Jeśli umrzesz obiecuje, że Cię pomszczę. Znajdę tego, kto Ci to zrobił.
Harry przez całą noc przy mnie był i trzymał za rękę. Próbowałam ruszyć ręką i udało mi się. Od razu Harry się obudził.
- Patrycja ścisnęłaś moją rękę. Możesz zrobić to jeszcze raz?
Ścisnęłam ponownie dłoń Harrego.
- Harry... Pansy Parkinson ona...
- Ona rzuciła zaklęcie.
- Tak. Rzuciła najgorsze zaklęcie, które zabija. Ale ja nie umrę... – Uśmiechnęłam się, – bo nie mogę umrzeć z jej ręki nie jest mi to przypisane. Ty i ja zostaniemy zabici tylko przez Voldemorda, jeśli go nie powstrzymamy. Harry...
- Już nic nie mów odpoczywaj...
Harry pocałował mnie w usta i wyszedł... A ja zasnęłam. Ale za chwile ktoś mnie obudził swoimi pocałunkami.
- Draco!
- To przeze mnie teraz tu leżysz... Przepraszam i dziękuje, że uratowałaś mi życie.
- Głupi jesteś. Mówiłam, że będę w pobliżu.
- Jakiego Pansy użyła zaklęcia?
- Zdziwi Cię to, bo... To zaklęcie zabija, ale mnie nie zabiło.
- To dobrze, że nic Ci się nie stało. Ale jak to zabija, ale Ciebie nie?
- AVADA KEDAVRA zabija. Ale mi jest przypisane zginąć z ręki Voldemorta.
- Witam panie Malfoy i pannę Welkorn. Przepraszam, że przeszkadzam... Ale chciałbym porozmawiać z panną Welkorn na osobności.
- Oczywiście, Prof. Dumbledore.
Draco wyszedł.
- Pann Malfoy zmienił się przy Tobie na lepsze.
- Dzięki dziadku.
- Już wiesz, dlaczego panna Parkinson nie mogła Cię zabić?
- Tak... Nie jest mi przypisane zginąć z jej ręki.
- Dokładnie. Poza tym obroniłaś kogoś, kogo naprawdę kochasz. Ale jest jeszcze ktoś, kogo kochasz jeszcze bardziej i tylko on jest Ci przeznaczony.
- Wiem... Harry jest wspaniały, kocham go, ale jak przyjaciela. Oddałabym za niego życie tak jak za Dracona.
- Jeszcze nie czas na twoją i Harrego miłość. Ona iskrzy, ale jeszcze poczeka. O! Fasolki wszystkich smaków Bertiego Botta. Poczęstuje się.
- Bardzo proszę... Dziadku jak naprawdę jest z naszą rodziną? Kim ja właściwie jestem?
- Bardzo trudne pytanie, ale odpowiem na nie. Otóż twoja mama jest moją córką wyszła za twojego tatę wiedząc, że jest mugolem. Ale nie jest. Czasem się dziwie, że pan Malfoy nazywał Cię Szlamą... Wiesz, dlaczego jesteś bardzo potężna tak jak Harry?
- Nie...
- Otóż nikt tego nigdy Tobie nie mówił. Jesteś dziedzicem Godryka Gryffindora, córką potężnych czarodziei. Wnuczką najpotężniejszego czarodzieja. Dlatego twoja moc przekracza moce Voldemorta. Ale w walce będziecie zawsze równi.


AUTOGRAF: Patrycja Welkorn / Patty Stillas




TYTUŁ: Quidditch i Draco pod prysznicem z...

DATA: niedziela, 9 kwietnia 2006

CZAS: 23:06:35

KOMENTUJ: komentarze [9]

STORY:


- Dzień dobry Prof. McGonagall.
- Dzień dobry panno Welkorn. Mam dla pani nową wiadomość. Otóż naszych dwóch zawodników Quidditcha ścigająca Angelina Johnson i pałkarz George Weasley spadli z mioteł. Więc gdybyś.
- Prof. McGonagall, ale nic im się nie stało?
- Na szczęście nic, a więc wracając do naszej rozmowy...
- Całe szczęście, że są cali. Ron będzie zachwycony, że będzie mógł grać w Quidditcha on zawsze o tym marzył!
- Panno, Welkorn, ale ja chciałam zaproponować tę propozycję nie panu Ronaldowi Weasleyowi.
- A komu? Mi?
- Ależ oczywiście... Widziałam jak latasz na miotle. Aż dziw, że potrafiłaś normalną, zwyczajną miotłę tak szybko rozpędzić. Będziesz grała na stanowisku „pałkarza”
- Prof. McGonagall bardzo się cieszę, ale Ron marzył o tym by zagrać w Quidditcha. Poza tym Olivier nie pozwoli mi grać.
- Dla pana, Weasleya jest miejsce ścigającego. Pan Wood został o tym powiadomiony i musiał się pogodzić z tą decyzją.
- To wspaniale idę Ronowi o tym powiedzieć! Dziękuje!
Pobiegłam do wspólnego pokoju...
- Ron! Ron! Ron!
- Co jest?
- Ron, ja i ty zagramy w Quidditchu!
- Naprawdę?
- Tak! Napisze list do Hermiony by po naszym treningu przyszła pod nowe prysznice.
- To mój najszczęśliwszy dzień! Juhu!
- Będziesz grac na stanowisku ścigającego a ja pałkarza. Bierzemy się za ostre treningi.
- Harry!
- Tak?
- Ja i Patrycja gramy razem z Tobą w Quidditcha!
- Co? Cho Chang Cię zabije, jeśli zobaczy, że grasz, bo ona też gra... Ale jest na stanowisku ścigającego.
- A czy ktoś będzie wiedział, że to ja? Harry mam pomysł zaufaj mi! Ron mi pomoże.
- Chyba nie zamierzasz się przebrać i założyć maskę...
- Yhy...
- Nienormalna jakaś... Harry nauczysz mnie w to grać... Bo Pati miała lekcje u Oliviera.
- No dobra, ale, na jakim stanowisku grasz Ron?
- Ścigający.
- Harry coś Cię niepokoi...
- Tak... Na jakiej pozycji ty grasz Pati?
- Pałkarza.
Harry spojrzał się na mnie jak bym już była martwa. W jego oczach już nie żyłam. Już wiedziałam, o co chodzi. Moje stanowisko nie było najlepsze...
- Harry, co Cię tak przeraziło? To chyba nic złego, że gra na stanowisku Pałkarz.
- Nic złego? Zabiją ją...
- Czyli że Prof. McGonagall postawiła mnie na stanowisku pałkarza i ja mam odbijać tłuczki w przeciwników, a oni we mnie?
- Obawiam się, że właśnie tak... Ron, co ty na to?
- Nie sądzę byśmy Ci pozwolili grać w to.
- Olivier też pewnie nie chce bym grała. Nic trudno powiedziałam, że będę grać to zagram idziemy potrenować?
- Tak... Harry idziesz?
- Idę.
Harry, Ron i ja udaliśmy się do Oliviera... Byli przy nim Fred Weasley, Katie Bell, Alicia Spinnet nasza cała drużyna.
- Idziemy potrenować. – Stwierdził Harry.
- Tak. Tylko pogadam jeszcze z Patrycją. Przepraszamy na chwile.
Ja i Olivier odeszliśmy od Gryfonów.
- Nie chce byś grała... To niebezpieczne.
- Olivier wiem, ale nie mogę odmówić to jest moim marzeniem, ale nie chciałam stać na stanowisku pałkarza tylko ścigającego.
- Grasz razem z Fredem on Cię wszystkiego nauczy.
Podeszliśmy do grupy.
- Katie, Bell wy uczycie Rona jak ma grać. Frad a ty zajmij się Patrycją a ja potrenuje z Harrym. Każdy z nas ma teraz swoich podopiecznych pamiętajcie jesteśmy drużyną odważną i zgraną. Trzymamy się razem choćbyśmy mieli przegrać. Gramy nie dla wygranej, ale z pasją! To idziemy na trening. Bo dziś mecz!
- Olivier, z kim gramy?
- Najpierw ze Slitherinem.
- Aha... To ja tylko pójdę się przebrać no i założyć maskę.
- Maskę? Patrycja, co ty chcesz zrobić?
- Nikt nie może wiedzieć, że to ja.
- Jak chcesz.
Poszłam się szybko przebrać w strój do Quidditcha, założyłam też szkarłatną maskę, która zasłaniała mi twarz. Miała otwory na oczy i usta bym mogła oddychać. Wyglądałam jak dziki Feniks.
- Już jestem idziemy na boisko?
- Tak chodźmy!
Szliśmy na bosiko, ale Ślizgoni znów się wtrącili.
- Boisko jest zajęte przez nas. Mamy nowych.
- Grygoni maja nowych. Kogo?
- Rona Weasleya i ...
- I...?
- I Feniksa. – Odpowiedział Olivier.
- Ha ha ha... Feniksa, co to ma być? My zajmujemy boisko, a wasz zdziwaczały Feniks niech se gdzieś indziej poćwiczy w stadzie ptaków.
- Nic z tego Flint. Prof. Dumbledore pozwolił nam ich przećwiczyć.
- Pokaż ten papier.
Marcus Flint kapitan drużyny Ślizgonów. Nigdy go nie lubiłam.
- Macie szczęście... Ślizgoni idziemy poćwiczyć na terenie szkoły.
Ślizgoni odeszli.
- Dobra, a teraz, jakie macie miotły? Harry?
- Niestety moja Błyskawica nie poleci dzięki Hermionie więc zostaje mi Meteor.
- Katie?
- Jak zwykle Nimbus 2000.
- Bell?
- Też Nimbus 2000.
- Ron?
- Yyy... Ja? Spadającą Gwiazdę.
- Bardzo słaba miotła... W prawdzie najsłabsza.
- Feniks?
- Srebrną Strzałę.
- Dobrze damy radę. Od teraz na Patrycje mówimy Feniks jak jesteśmy na treningach czy meczach. W szkole normalnie tak jak zawsze. OK?
- OK!!!
Trening był świetny zaczęliśmy od podstaw, a skończyliśmy na bzdurach. Ron nie za bardzo sobie radził... W końcu miał najgorsza miotłę.
- Koniec treningu. Ron dobrze by Ci szło gdyby nie ta miotła. Ogólnie jest dobrze jak na pierwszy raz.
- Ron... Weź moją miotłę ja polecę na twojej.
- Feniks?
- Olivier, Ronowi jest bardziej potrzebna. Teraz idę pod te nowe prysznice, co w końcu je wybudowali! Szkoda, że nie ma kabin tylko zasłony.
- Feniks, ale nie mogę tego przyjąć... Twoja miotła jest sto razy lepsza od mojej.
- Ron weź ją. Na swojej nie dajesz rady... A ja jeszcze ulepszę twoją.
- Jakim cudem chcesz to zrobić?
- Zobaczycie. Do zobaczenia na meczu!
Dałam Ronowi swoją miotłę Srebrną Strzałę. Była podobna do Błyskawicy. Poza tym nawet najwolniejszą miotłę potrafię zmienić w najszybszą. Miotła Rona latała wolniej od motyli i była bardzo stara. Było, co naprawiać... Ale nie zamierzałam tego robić. Wolałam się wybrać do Hogsmeade! I kupić Ronowi nową miotłę. Wystarczył proszek Fiuu i już byłam na miejscu. Moi rodzice dużo dali mi pieniędzy, więc kupiłam Błyskawicę dla Harrego, Oliviera, Rona, Katie i Belli. A ja zamierzałam latać na mojej Srebrzystej strzale. Wróciłam jak najszybciej, bo przecież za dwie godziny miał być mecz, a ja jeszcze nie wzięłam prysznicu. Pobiegłam do Oliviera.
- Olivier kupiłam nowe miotły dla was.
- Skąd miałaś na nie pieniądze! Są wspaniałe!
- Rodzice zawsze dla nas oszczędzali... I dali całą kasę, którą trzymałam w szkole.
- Błyskawice są drogie nie wiedziałem, że nas na nie stać.
- Ty jeszcze dużo rzeczy nie wiesz... Rozdaj te miotły każdemu. Ronowi powiedz, że ja latam na Srebrzystej Strzale. Wy macie Błyskawice.
- Ale...
- Żadnych, ale! To moja najlepsza miotła jest podobna do Błyskawicy, ale na niej czuje się najlepiej nie zamienię jej na Błyskawicę.
- Dzięki.
Wreszcie mogłam wejść pod nowe prysznice, które były umieszczone w każdej łazience. Dziewczyny nie zawsze chciały się myć pod prysznicami, bo w łazience była jęcząca Marta... Ale ja się z nią dogaduje.
- Cześć Marta.
- Hi hi hi... Witaj...
- Marto mogłabym Cię prosić byś mi dała chwile prywatności?
- Dla Ciebie wszystko... Właściwie przyda mi się przelot nad Hogwartem. Poza tym, kto powiedział, że przypadkiem nie trafie do łazienki chłopców... Hi hi hi.
- Dzieki powodzenia!
W końcu miałam na chwile relaksu... Rozkoszowałam się letnią wodą. Usłyszałam, że ktoś wszedł. Hermiona miała przyjść i przynieść mi ręczniki...
- Hermiona? Dobrze, że jesteś myślałam, że już nikt mi nie przyniesie ręczników.
Hermi była cicha nic nie mówiła... No nic uznałam, że nad czymś myśli albo czyta... Nagle zrobiło się chłodno ktoś odsłonił zasłonę, zatkał mi usta i zaczął całować po szyi. Próbowałam się wyrwać, ale byłam świadoma, że jestem goła tak jak mnie pan Bóg stworzył!
- Nie bój się to ja, Draco...
- Draco! Czy ty zwariowałeś? – Zasłoniłam swoje części ciała rękami, tyłek został z tyłu. – Skradasz się tu zatykasz mi usta. I ja mam się nie bać?
- Przepraszam, ale wiedziałem, że tu będziesz, bo się pytałem Hermiony gdzie jesteś. Poza tym nie mogłem bez Ciebie wytrzymać.
Ja i Draco zaczęliśmy się całować... Moja nagość mi już nie przeszkadzała. Ja oparta plecami o ścianę, a Draco oparty na mnie bez koszulki i bez bokserek. Jego pocałunki były coraz bardziej słodsze i namiętniejsze. Ale...
- Pati przyniosłam Ci ręczniki. Wiesz, co Draco o Ciebie pytał... Czy ja o czymś nie wiem? Właściwie to on zawsze za Tobą szalał.
- Draco cicho...
- Hermiona yyy... Czy mogłabyś mi yyy... Jeszcze przynieść te... Te czerwone klapki?
- To przyniose jak będziesz chciała wyjść...
- No to właśnie teraz chce wyjść...
Hermiona poszła ja z Draciem znów sam na sam, ale nie mogłam znów się z nim całować, bo Hermiona nie zamierzała wyjść po moje klapki.
- Draco... Musisz już iść...
- Nie mogę...
- Musisz... Zaraz Hermi przyjdzie i co wtedy?
- Wymyślimy coś.
- Draco! Ja jestem naga ty też nie sądzę byśmy się mogli z tego wytłumaczyć tym bardziej, że nic poważnego nie zaszło...
- Nie będę nalegał... O której do Ciebie przyjść?
- O dwudziestej drugiej, gdy Hermi i Ginny już śpią.
- A jakie hasło?
- Zapomniałeś?
- Nadal te same?
- Tak. A u was?
- Też takie jak zawsze.
- Ostatni pocałunek twój przed wyjściem twym, ostatni dotyk twego ciała. Rozkoszna chwila była ta, czy nastąpi kiedyś znów?
- Tylko nie ostatni raz... Po kroć pierwszy i nie ostatni. Do zobaczenia.
Draco wyszedł, a ja byłam w niebo wzięta... Wyszłam i owinęłam się dużym ręcznikiem.
- I po co ja przyniosłam Ci te klapki jak ty już wyszłaś? A przyniosłam Ci strój do Quidditcha. Prof. McGonagall go dała.
- Dzięki Hermiona. Dziś mój wielki dzień gram w Quidditchu.
- Pepi pilnuj by Ronowi nic się nie stało.
- Dobrze, ale dzięki niemu zdobędziemy dużo punktów, a dzięki Harremu wygramy mecz, mam nadzieje. Za kwadrans mecz musze lecieć.
- Powodzenia.
- Nie dziękuje.
Przebrałam się. Strój składał się ze stroju damskiego z peleryną, rękawice ze smoczej skóry, ochraniacze na łokcie i kolana, a wszystko w kolorze barw Gryffindoru. Ochraniacze i rękawice były brązowe. Założyłam maskę. I Pobiegłam na boisko.
- Już jestem.
- Myślałem, że się spóźnisz... Mały cykorek?
- Nie... Jestem odprężona. Ron daj mi moją miotłę.
- Proszę i dziękuje za tamtą nową miotłę.
- Nie ma, za co.
- My wszyscy dziękujemy.
- Nie ma, za co naprawdę.
- To zaczynamy!
C.D.N...


AUTOGRAF: Patrycja Welkorn / Patty Stillas




TYTUŁ: Plota i ponowna miłość...

DATA: sobota, 8 kwietnia 2006

CZAS: 09:20:00

KOMENTUJ: komentarze [4]

STORY:


- Cześć Ron! Co ty tu robisz o tak wczesnej porze?
- Cześć... Ja? Rozmyślam.
- Nad czym? Znów Hermiona się wymądrzała? Lubię jak to robi, bo mi też to się zdarza.
- Nie o to chodzi. Harry poprosił Cho o chodzenie...
- To chyba dobrze?
- Tak. Ale nie chcesz wiedzieć, co powiedziała na twój i Cedrica temat.
- Ron?
- Powiedz czy to prawda, że ty i Cedric zrobiliście to?
- Ron! Ja o takich rzeczach nawet nie myślę! To plotka Cho Chang? Ron, od kiedy ja i Harry zerwaliśmy to nawet spławiłam Dracona. Nie chce mieć teraz chłopaka....
- Tak... Obawiam się, że już dziś cała szkoła będzie o tym mówić.
- Ja już pokaże tej skośnej gdzie jej miejsce!
- Jak będziesz potrzebować pomocy to jestem do dyspozycji. Musze już iść...
- Dzięki Ron przynajmniej na Ciebie mogę liczyć.
Położyłam się na sofie wspólnym pokoju. Leżałam spokojnie. Próbowałam nie myśleć o plocie, którą wymyśliła Cho. Nagle do pokoju wszedł Harry...
- W co ty sobie pogrywasz? Niedawno zerwaliśmy, a ty już masz następnego i to chyba na dłuższą metę? Ile wy się w ogóle znacie?
- Przestań na mnie krzyczeć! Jeśli chodzi Ci o plotę, którą wymyśliła twoja dziewczyna to się ode mnie odczep! Jeśli myślisz, że wskakuje do łóżka każdemu to się mylisz! Ja nawet nie chodzę z Cedriciem, a co dopiero mówić, że już z nim spałam!
- Cho miała racje, że zaprzeczysz... Ale... Przepraszam, że tak od razu na Ciebie nawrzeszczałem.
- Harry czy ty tego nie widzisz? Jesteś już z nią tydzień, a ona rozniosła jakąś plotę o mnie i o Cedricu. Chce zniszczyć naszą przyjaźń... Właściwie przez nią ona już nie istnieje. Musze iść, cześć.
- Patrycja!
Zaraz będzie śniadanie, a ja już jestem zdenerwowana jak na mnie spojrzą inni... Właściwie trudno się mówi... Powinnam wyjechać z Hogwartu na jakiś czas. Ale jeśli wyjadę każdy pomyśli, że uciekam od prawdy. A ja tylko bardzo lubię, Cedrica nic więcej czy to trudne do zrozumienia?
- Cześć... Hermiona
- Cześć. Słyszałam tą plotę, Chang przekroczyła już granice. Rozmawiałaś z Cedriciem?
- Nie, ale za to z Harrym. Wydarł się na mnie, a potem mnie przeprosił.
- Harry jest ślepo zakochany. On nadal coś do Ciebie czuje i dlatego miał pretensje.
- Nie zamierzam rozmawiać z Cedriciem, ale, z Cho Chang. Teraz jest w bibliotece. Idziesz ze mną?
- Oczywiście wstawię się za Ciebie. Jesteś dla mnie jak siostra.
- Dzięki.
Hermiona i ja poszłyśmy do biblioteki. Cho tylko mnie zobaczył to schowała nos w książki.
- Czy masz mi coś do powiedzenia Cho Chang?
- Przepraszam, ale, o co chodzi?
- Nie udawaj głupiej. Rozniosłaś plotkę o Patrycji, a teraz udajesz świętą?
- Mówiłam już, że Cedric nie będzie twój Welkorn! Odebrałaś mi go! To przez Ciebie ze mną zerwał! A ty Szlamo nie wtrącaj się!
- To nie ja jestem winna, ale twoje flirty na boku! Co chcesz osiągnąć? Miłość Cedrica? Weź sobie ją! Ja go tylko bardzo lubię nic więcej. I nie nazywaj mojej przyjaciółki szlamą!
- To znaczy, że ty go nie kochasz?
- Jasne, że nie! Ja go aż tak dobrze nie znam... Nie wiem, co zrobisz, ale do śniadania ta plotka ma zniknąć inaczej tego pożałujesz! Po co jesteś z Harrym, jeśli kochasz Cedrica?
- Harry miał być tylko podstawką by Cedric był zazdrosny...
- Nie tylko mnie skrzywdziłaś, ale także Cedrica i Harrego... Odkręć tą plotę.
- Przepraszam...
Odeszłyśmy od Chang. Nie mogłam już na nią patrzeć. Chętnie jej oczy bym wydrapała.
- Idę przeczytać sobie coś. Musze się uspokoić.
- Idę z Tobą. Ale zanim przeczytamy musze Ci coś powiedzieć.
- Hmm... Zamieniam się w słuch. Hermi, ale to coś poważnego?
- Dla mnie tak. Pamiętasz jak Harry obronił Cię przed tym smokiem?
- No tak to jakieś dwa dni temu było.
- To tak się strasznie przestraszyłam, że przytuliłam się do Rona. On ma swój urok.
- Faktycznie smoki mają swoje uroki...
- Nie mówię o smoku tylko o Ronie!
- Ha ha ha wiem... Czyżbyś się zakochała?
- Nie sądzę by to była miłość, ale zauroczenie.
Widziałam błysk w oku Hermi była zachwycona. Promieniała ze szczęścia. Nagle podszedł do nas Draco.
- Szlamy zawsze wskakują do łóżek. Tylko nie zawsze wiedzą, z kim są w tym łóżku.
- Nie wiedziałam, że ty też wierzysz w tą plotę... Widać każda o niebo lepsza rodzina wierzy w bajki.
- Odczep się od niej Malfoy! Patrycja nie jest taka jak ty myślisz!
- To znaczy, że ty i Diggory nie.
- Nie sądziłam, że uwierzysz w to. Jesteś taki jak inni... Odechciało mi się czytania. Zaraz śniadanie. Idę stąd.
- Patrycja! Nie chciałem... Przepraszam!
Szturchnęłam Dracona bardzo mocno za ramię i wybiegłam z biblioteki. Zabolało mnie to, że Draco ośmielił się do mnie powiedzieć na „S”. Hermiona została w bibliotece, a ja za drzwiami płakałam.
- Pati. Co Ci się stało? Nie płacz...
- Cedric odejdź ode mnie...
- Słyszałem tą plotę właśnie szedłem do Chang. Nie płacz.
- Nie płacze z powodu ploty. Już to z Cho załatwiłam. Cedric wróć do Chang ona Cię kocha. Harry to podstawka byś był zazdrosny. Wróć do Cho!
- Nie wrócę do niej. Ona jest chora psychicznie. Zepsuła twoją przyjaźń z Harrym. Bo gadałem z nim. Był nieźle wściekły, ale uspokoił się. Ja Cię kocham.
Cedric próbował się do mnie przytulić...
- Cedric przestań... Nie czas na to. Musze zakończyć naszą znajomość. Było miło Cię poznać.
Podałam mu rękę na zakończenie znajomości. Cedric spojrzał się i nie mógł powiedzieć ani jednego słowa. Staliśmy tak kilka minut, a on się patrzył na moją rękę po chwili walnął pięścią w ścianę i wszedł do biblioteki. Nic nie zrobiłam... Płakałam tylko... Wróciłam do dormitorium. Akurat była też Ginny.
- Cześć, Pepi... Współczuje, co do tej ploty, ale słyszałam jak Chang mówiła, że to głupota i ktoś się pomylił.
- Hay... Dzięki. Chang szybka jest w odkręcaniu plot.
- Nad czym rozmyślasz?
- Nad niczym... Po prostu chce odpocząć.
- To odpoczywaj. Trzymaj się.
Ginny wyszła. Czekałam chyba na zbawienie by to się skończyło. Była już dziewiąta. Czas na śniadanie... Weszłam do Wielkiej Sali usiadłam na swoje miejsce ocierając jeszcze łzy. Draco, Cedric i Harry patrzyli się na mnie jakby chcieli mnie non stop przepraszać. Nic nie jadłam myślałam o tym czy każdy się na mnie patrzy. Kto by jadł w takich chwilach? Śniadanie się skończyło...
- Gryfoni za mną!
A ja szłam zamyślona za swoją grupą Gryfonów. Nagle ktoś złapał mnie za rękę i pociągnął.
- Przepraszam. Naprawdę nie chciałem. Ale słyszałem tą plotę od kilkudziesięciu osób i nie miałem wyboru żeby nie wierzyć. Przepraszam.
- Draco? Yyy... Trudno stało się.
- Byłem zdenerwowany nie chciałem byś przeze mnie płakała... Przepraszam.
Draco pocałował mnie w policzek i przytulił do siebie. Draco był moim pierwszym chłopakiem, którego nie zapomnę, bo nadal go kocham... Między nami ciągle iskrzy, ale jest zbyt mała iskra by powstał płomień.
- Draco... Dziękuje.
- Za co?
- Za to, że jesteś.
- Pati ja nadal Cię kocham i nic tego nie zmieni. Moją zazdrość nie zawsze i ja kapuje.
- Gryfoni! Patrycja dołącz do grupy. A Ślizgoni do swojej grupy.
- Percy zaraz dołączę. Draco ja Ciebie też kocham, ale nie chce na razie być z kimś. Musze wszystko przemyśleć i poukładać.
- Wiem potrzebujesz czasu...
- Dzięki że rozumiesz. To ja już lecę. Do zobaczenia.
- Pa.
Trudno o nim zapomnieć. Draco jest wspaniały, choć tęsknie za docinkami i kłótniami z nim.
- Patrycja. Głupio się zachowałem. Co do Cho już z nią zerwałem.
- Harry postradałeś zmysły?
- Powiedziałem jej w, prost, że zrywam, bo nie chce mieć teraz nikogo, że wole przyjaciół. Zrozumiała.
- Robisz zbyt szybkie kroki do przodu. Cedric nie chce do niej wrócić. No cóż wszystko zaczyna się od nowa! Idę się przespać! Dobranoc!
- Dobranoc...
Położyłam się do łóżka, ale nie mogłam zasnąć nadal myślałam o Draconie. Kręciłam się i wierciłam... Wstałam, ubrałam szatę i pobiegłam do lochów.
- Pansy widziałaś Dracona?
- Draco o tej porze jest jeszcze w bibliotece... Później idzie na rozmowę do Prof. Snape. A co taka szlama jak ty ma do takiego chłopaka jak Draco Malfoy?
- Nie zapominaj o tym, że masz ojca mugola...
- Co do Malfoya to nie zapominaj że ja się w nim kocham...
Nie zwracałam uwagi, co powiedziała Pansy, bo ona zawsze kłamie. Pobiegłam, czym prędzej do biblioteki... Teraz wystarczyło go poszukać gdzie siedzi.
- Draco!
Draco wstał, spojrzał się na mnie i wiedział już, o co chodzi. Podeszłam do niego, a on mnie znów przytulił. Staliśmy tak bardzo długo...
- Pati, dlaczego to robisz z Cedriciem lub z Harrym byłabyś szczęśliwsza... „Głupia jesteś”... Wiesz jak mi na Tobie zależy.
- Pamiętasz przyrzekaliśmy sobie, że będziemy razem choćby, nie wiem, co. Tam gdzie ty tam i ja.
- Pamiętam... Nigdy o tym nie zapomniałem... Kocham Cię.


AUTOGRAF: Patrycja Welkorn / Patty Stillas




TYTUŁ: Przyjazna miłość...

DATA: niedziela, 2 kwietnia 2006

CZAS: 20:04:16

KOMENTUJ: komentarze [3]

STORY:


Podeszłam do sofy, na której leżał Harry. Patrzył się w jakiś naszyjnik w kształcie serca, który trzymał w ręce.
- Cześć jak tam z Cho?
- Cześć... Dobrze. Cedric z nią zerwał. Słyszałem ich kłótnie, ale dlaczego z nią zerwał nie wiem. Choć słyszałem jak mówił coś o flirtach z innymi. Nie chciałem się wtrącać. Tak naprawdę nie miałem ochoty. To ich sprawy...
- Coś się stało? Jesteś taki bez życia.
- Trochę się może przeziębiłem.
Dotknęłam jego czoła było gorące.
- Ty jesteś chory. Musimy zaraz iść.
Harry zamknął oczy...
- Harry! Harry! Harry! Słyszysz mnie? Harry! Obudź się!
- Tak?
Otworzył powoli swe powieki.
- Jest z Tobą bardzo źle. Pójdę po prof. Dumbledora.
- Pati, nie idź... Poczekaj. Weź ten naszyjnik... On jest dla Ciebie...
- Harry, ale ja nie mogę tego przyjąć.
- Musisz. To jest chyba ostatnia chwila w moim życiu i nie chce jej zmarnować.
- Harry, o czym ty mówisz?
- Ja odchodzę.
- Harry to nie jest śmieszne. Gdzie niby pójdziesz?
Harry podniósł rękę i wskazał sufit. Coś było nie tak, bo jego ręka krwawiła.
- Harry ty krwawisz... Co się stało?
- Jad węża płynie w moich żyłach, niedługo dopłynie do serca.
- Dlaczego nic nie powiedziałeś? Wiesz, że umiem się zmieniać w feniksa.
Nie było chwili do stracenia. Musiałam ponownie uratować Harrego. Choć nie rozumiałam jak wąż mógł ukąsić Harrego. Przecież w szkole nie ma węży.
- Dzięki. Przyszedłem się tu położyć. Gdy spałem poczułem jakby mnie ktoś ukuł. Spojrzałem na rękę to był wąż. Nie wiedząc skąd straciłem na chwile przytomność. Niedawno się obudziłem i przypomniało mi się, że musze Ci coś dać zanim umrę.
- Harry trzeba było od razu mówić. Nie umrzesz. Teraz jesteś bezpieczny.
Przytuliłam się do Harrego. Znów poczółam, że coś między nami iskrzy. Jednak dziwiła mnie obojętność Harrego. Chciał umrzeć, ale, dla czego?
- Leż spokojnie. Ja zaraz wrócę.
Szłam po Prof. Dumbledora powiadomić, że w szkole są węże, ale spotkałam po drodze Hermionę.
- Cześć!
- Cześć. Gdzie idziesz, jeśli mogę spytać?
- Do Prof. Dumbledora powiadomić go że w szkole są węże.
- Węże?
- No właśnie, apropo tych węży nie wiesz, dlaczego Harry jest taki obojętny?
- Harry jest taki przez Chang.
- Jak to? Co ona mu zrobiła?
- Kazała mu wybierać pomiędzy Tobą, a nią. Przyjaźń albo miłość. Chang zrobi wszystko by Harry Cię znienawidził a wszystko przez to, że Cedric z nią zerwał. A ona myśli, że to przez Ciebie teraz chce się zemścić.
- Posługując się Harrym? To chore.
Nagle ktoś pociągnął mnie za rękę... To był Olivier.
- Cześć Olivier zaskoczyłeś mnie. Coś się stało?
- Cześć Pepi posłuchaj trzymaj się od Cedrica z daleka on chce Cię skrzywdzić, a ja na to nie pozwolę.
- Olivier, o czym ty mówisz?
- On chce Cię skrzywdzić. Trzymaj się lepiej od niego z daleka. Musze już iść zobaczymy się później.
- Olivier!
- Pepi co się stało? Co chciał?
- Hermiona ja zupełnie nie wiem, o co mu chodzi. Powiedział, że mam się trzymać z daleka od Cedrica.
- Dlaczego?
- Bo Cedric ma mnie niby skrzywdzić... Hermiona to jest naprawdę wszystko dziwne. Rano Harry ma rękę w krwi, bo go waż ukąsił. Żegna się ze mną i daje mi jakiś naszyjnik. Teraz Olivier zabrania mi się zbliżania do Cedrica nic nie tłumacząc, dla czego.
- Faktycznie to dziwne...
- Niby skąd wąż w szkole? Hagrid przecież nie hoduje on woli smoki.
- Nie martw się wszystko będzie dobrze. Ja pójdę do biblioteki może stamtąd się czegoś dowiem o wężach, w Hogwardzie.
- Dzięki Hermiona nie wiem, co bym bez Ciebie zrobiła... Musze poszukać jeszcze Cedrica i z nim to obgadać.
- Nie ma sprawy to dla mnie pestka. Trzymaj się.
Wszystko było dziwne jakby ktoś specjalnie zrobił taki chaos. Spotkałam Cedrica siedzącego na schodach ze spuszczoną głową w dół.
- Cześć Cedric... Coś się stało?
- Cześć...
Cedric podniósł głowę.
- Cedric co Ci się stało? Od czego masz te zadrapania na policzku?
- Cho się na mnie rzuciła. Nie mogłem nic zrobić nie uderzę dziewczyny. Powiedziała, że wszystko zrobi byś była jak najdalej ode mnie. Cho Chang jest dziwną dziewczyną, proszę Cię nie zbliżaj się do niej ich chce by Ci się coś stało... Przed chwilą pokłóciłem się z Woodem.
- Nie Cedric nie będę się trzymać od niej z daleka. Ona to zaczęła, ona to skończy!
Cedric złapał mnie za rękę.
- Nie chce byś ryzykowała. Nie mogę pozwolić by Ci się coś stało.
- Cedric ty jej nie uderzysz, a ja mogę, choć nie idzie mi to na rękę bym ją biła, bo tak spraw się nie załatwia. Porozmawiam z nią.
Gdy tak rozmawiałam z Cedriciem myślałam, kim ona chce dla mnie być? Jest przystojny, sympatyczny i zawsze kochany. Mógłby mieć każdą dziewczynę...
- Mówiłem, że masz się do niej nie zbliżać!
- Olivier, co ty robisz? Schowaj tą różdżkę...
Cedric wstał, a ja stanęłam przed nim by go osłonić.
- Trzymaj się od niej z daleka, bo pożałujesz Diggory!
- Olivier przestań! O co Ci chodzi? Co takiego zrobił Ci Cedric?
- Nie Pati nie broń mnie... To sprawa pomiędzy mną a Woodem.
W moich oczach powoli zbierały się łzy...
- Róbcie, co chcecie! Pozabijajcie się nawzajem. Hańba wam.
I odeszłam... Cedric i Olivier byli zaskoczeni nie wiedzieli, co powiedzieć. Nagle koło mnie przeszła Chang. Ja odwróciłam się, a ona zawiesiła się, na szyi Cedrica by go pocałować, ale...
- Co ty robisz?
Cedric odepchnął ją od siebie.
- O co Ci kochanie chodzi?
- Już dość namieszałaś... Przez Ciebie straciłem nawet ją...
- O co chodzi? Przecież...
- To, co się dowiedziałeś na mój temat od Cho to kłamstwo. Nie wiem, co Ci powiedziała i nie chce wiedzieć. Teraz to zostaje mi opuścić Hogwart... Wyjeżdżam. A ty Cho trzymaj się od Patrycji z daleka.
Podeszłam do nich...
- Cedric... Zostań.
- Nie mogę nie chce by Cho namieszała jeszcze bardziej.
- Cho Chang dobrze rozegrałaś tą partię szachów. Ale ja to zakończę, szach mat! Cedric nie wyjeżdżaj, a ty Olivier, choć raz uwierz mi. Wracam do dormitorium. Cześć.
Chang patrzyła się na mnie i nie mogła uwierzyć, że przegrała. W prawdzie ona uznawała to za bitwę, a może wojnę... Ja za partię szachów. Poszłam do wspólnego pokoju gdzie leżał Harry.
- Witam ponownie. Jak się czujesz?
- Cześć... Bardzo dobrze.
- Harry, jeśli uważasz, że z Cho będziesz szczęśliwy, wybierz ją. Zależy mi na naszej przyjaźni, ale bardziej zależy mi na twoim szczęściu.
- Zależy mi na Tobie i Cho. Nie chce wybierać pomiędzy Tobą a nią. Bo ty zawsze jesteś ważniejsza od Cho.
- Harry to nie jest odpowiednia dla Ciebie dziewczyna.... Ale to Twój wybór. Bądź z nią. Ja chce Twojego szczęścia...
Ja i Harry przytuliliśmy się do siebie. Chciałam się rozpłakać, ale nie mogłam, bo Harry wiedziałby, że tracę go na zawszę...


AUTOGRAF: Patrycja Welkorn / Patty Stillas




TYTUŁ: Bal i Jack Neal... (C.D...)

DATA: niedziela, 19 marca 2006

CZAS: 12:07:47

KOMENTUJ: komentarze [1]

STORY:


Odeszłam od Harrego jak najdalej. Chciałam by wiedział, na czym stoi. Może i to źle, że mu w ogóle powiedziałam, że Cho jest narzeczona Cedrica...
- Cześć Pepi! Ślicznie wyglądasz!
- Cześć Ginny. Dziękuje ty również wyglądasz pięknie.
- A gdzie jest.
- Mój partner? Właściwie to go jeszcze nigdy nie widziałam.
- Jak to?
- Przysłał mi list... Choć zastanawiam się czy ten list dotyczył mnie czy Hermi.
- Był podpisany?
- Tak... Ale ja nie znam żadnego Jack’a Neala...
Ginny spojrzała się na mnie wzrokiem zazdrości. Nie mogła nic powiedzieć...
- Ginny coś się stało? Ginny.
- Tak? Nie nic.
- Ginny ty go znasz?
- Ja osobiście go nie znam, ale słyszałam o nim dużo. Wiesz musze już iść.
Każdy znał go, ale nie ja! Nie wiedziałam, co mam zrobić... W końcu podszedł do mnie Cedric.
- Zatańczysz?
- Bardzo chętnie...
W tańcu zaczęłam rozmawiać z Cedriciem.
- Wiesz może, kim jest Jack Neal?
- Tak to mój ehem „przyjaciel”... Choć dziwie się, że ty go znasz.
- W prawdzie to ja go nawet nie widziałam.
- To skąd wiesz jak się nazywa?
- Przysłał mi ten list.
Wręczyłam list Cedricowi. On go szybko przeczytał. I wyszedł przed szkołę. Pobiegłam za nim...
- Cedric! Gdzie idziesz? Co jest?
- Na pewno nie widziałaś go?
- Tak... O co Tobie chodzi?
- Wracaj na bal, ja musze coś załatwić...
- Cedric...
- Idź.
W jego oczach była złość i zazdrość. Wiem, że chciał mi coś powiedzieć, ale nie byłam pewna, co. Dlatego weszłam do Hogwartu, a stamtąd patrzyłam gdzie idzie Cedric... Chwile popatrzyłam co robi Cedric i nie czekałam ani chwili żeby nie iść za nim. Musiałam się dowiedzieć, o co chodzi. Byliśmy niedaleko chatki Hagrida. Ale Hagrid i tak był na balu. A ja schowałama się za jakimś skałą.
- Co ty robisz?
Widziałam jak Cedric pchnął jakąś postać na drzewo.
- Przyjacielu wyluzuj...
- Nie nazywaj mnie tak. Co ty chcesz znów zrobić? Myślisz, że Ci na to pozwolę? Pierwszy raz zawaliłem, drugi też, ale tego ostatniego razu nie zawale!
- Odczep się ode mnie! Masz Chang! A Welkorn będzie moja.
- Nie będzie, choćbym miał zginąć nie dostaniesz jej! Jack kiedyś byłeś inny a teraz wolisz balować i robić to z byle, jaką dziewczyną. Ale ona jest wyjątkowa, więc Ci nie pozwolę byś nią manipulował.
- Widzę, że ktoś jest tu zazdrosny... Ho ho ho... Jedno spojrzenie, a ona będzie mnie kochać.
- Jeśli chcesz wiedzieć jest dziewczyna Pottera... Więc ty nie masz szans...
- Moje tajemnicze spojrzenie i zapomni o Potterze!
Pomimo ich kłótni nadal nie wiedziałam, o co im chodzi... Postanowiłam podejść bliżej.
- Czy ty tylko umiesz je wykorzystywać? Nie możesz ich kochać?
- Kim jest dla Ciebie Welkorn, jeśli nie chcesz by ją spotkała krzywda?
- Ty nie wiesz, co to jest miłość... I nigdy się tego nie dowiesz.
- No na mnie już czas. Idę na bal... Będzie trochę trudno, bo gdy wszystkie się w moje oczy spojrzą to padną.
- Zostajesz tutaj!
Cedric uderzył pięścią w twarz Jack’a. Zaczęli się bić... Nie mogłam nic zrobić? Jasne, że mogłam! Mogłam ich rozdzielić, ale Cedric nie chce bym spojrzała w oczy Jack’owi. Zmieniłam się w Feniksa mając nadzieje, że nawet, jeśli spojrzę w jego oczy nic mi się nie stanie. Latałam nad nimi... Cedric wiedział, że to ja.
- Przestaniecie się bić?
Jack spojrzał się na... Na Feniksa, czyli na mnie.
- Ten ptak gada!
- Jasne, że gada! A co myślałeś?
Nagle przyszedł Hagrid...
- Co tu się dzieje Cedric?
- Witaj Hagridzie... Odprowadzam kolegę...
- Rubeus Hagrid.
- Jack Neal... Miło mi pana poznać...
- Mi Ciebie również. Cedric nie wiem gdzie jest Pepi?
- Yyy... Wiem...
- Cholipka miałem jej coś dać. Zauważyłeś jak ślicznie wygląda?
- Kim jest Pepi?
- On jej nie zna? Pepi to tylko takie przezwisko... Tak naprawdę jest mowa o Patrycji Welkorn... Musiałeś coś o niej słyszeć.
Nie mogłam ukrywać się. Ale Hagrid i tak mnie nie widział... Ale mogłam się odezwać.
- Cześć Hagrid...
- Mówiłeś coś Cedric?
- Nie...
- Hagrid jestem tu!
- O! Cześć Pepi... Dlaczego znów jesteś feniksem? No nie ważne mam cos dla Ciebie... To jest w szkole.
- Hagrid idź ja zaraz dołączę. Cedric ty też idź musze sobie z kimś porozmawiać...
Hagrid poszedł, ale Cadric... Oczywiście nie! A Jack Neal tylko się przyglądał...
- Nie mam zamiaruy nigdzie iść!
- Cedric!
- Nie!
- Cholera zaraz mnie wkurzysz! Co się stanie to się nie odstanie!
Wróciłam do swej pierwotnej postaci.
- Patrycja NIE!
Cedric zasłonił mi oczy...
- Cedric odejdź! – Odepchnęłam go z wielką siłą.
- I ty chciałeś mi dać rade Diggory? Ha ha ha...
- Milcz! Lepiej spójrz mi w oczy!
Jack spojrzał w moje oczy, a ja w jego. Zobaczyłam blondyna o niebieskich oczach... Przystojny dobrze zbudowany, wysoki i silny. Jego oczy tak jakby miały mnie osłabić. Faktycznie czułam się bezwładna, ale nie poddawałam się bez walki... Cedric rzucił się na mnie, bo myślał, że oczy Neala działają na mnie... Ale w tym samym czasie moje oczy miały zionąć ogniem. Niestety zionęły, ale w rękę, Cedrica parząc go.
- Aaa...
- Widzisz Diggory znów jestem górą... Twoja niby ukochana właśnie Cię okaleczyła. A ja mogę teraz ją wziąść na ręce i zanieść do siebie. Będzie moja... Tak samo jak Cho.
- Nigdy nie dostaniesz serca, duszy, ani ciała Patrycji.
- Ja już to wszystko mam...
Neal podchodził do mnie. Ale kto powiedział, że ja zemdlałam?
- Myli się pan panie Neal. Nie zdobędzie pan niczego, co jest moją własnością. Stojąc pośrodku dobra i zła to ja decyduje o życiu i śmierci. Stojąc pomiędzy przyjaźnią, a miłością to ja decyduje, kogo ma kochać serce. Stojąc pomiędzy ogniem, a wodą to ja decyduje czy oparzy czy zatopi. Niech rany moich bliskich przejdą na wrogów mych. By wiedzieli, co to cierpienie to dla nich jest przeznaczony krzyk.
Nie wiedziałam, co mówię. Ale co by to nie było rana Cedrica przeszła na Jack’a Neala. Po chwili Jack Neal zniknął...
- Cedric nic Ci nie jest? Przepraszam Cię. Pokaż tę oparzenie...
- Mi nic nie jest... Co do rany przeszła na Neala. Dziękuje.
- Ale, za co dziękujesz?
- Za taniec... Wracajmy lepiej na bal w końcu Hagrid miał Ci coś dać...
Ja i Cedric wróciliśmy do szkoły na bal. Hagrid dał mi dziesięć pięknych róż. Pytacie, dlaczego mi? W końcu to mój ojciec chrzestny, ale także przyjaciel... Z Cedriciem przetańczyłam cały bal. Oczywiście wybrali nas jako króla i królową balu. W drugiej turze wygrał Harry i ja... A w trzeciej Hermiona i Ron... I tak wybrano trzech królów i dwie królewny balu. Ale to nie był koniec wieczoru... Tańczyłam prawie ze wszystkimi chłopcami w Hogwardzie oczywiście Hermiona też! Gdy już było po balu i trzeba było kłaść się spać ja poszłam jeszcze do Hagrida.... Zapukałam w jego wielkie drewniane drzwi od chatki. (Czy was też bolą wtedy kostki u dłoni, jak do niego pukacie?)
- Witaj Patrycjo. I co z tym waszym nowym kolegą?
- Cześć, Hagrid... On chyba znikł... W prawdzie nie był dobrym człowiekiem. Sama nie wiem.
- Widzę, że coś Ci leży na serduszku... Herbaty?
- Właściwie to tak... Bardzo chętnie.
- Cholipka ty się naprawdę czymś zamartwiasz... Jeśli chcesz to mów a jeśli nie to zrozumiem. Ale lepiej jak zrzucisz to z siebie.
- Chodzi mi o Cedrica...
- Coś z nim nie tak?
- Nie. Właściwie chodzi o to, że Cedricowi, chyba mu na mnie zależy. W prawdzie ten Jack Neal, powiedział, że zrobi ze mną to samo, co z Cho. Ale nie za bardzo wiem, o co chodzi...
Hagrid podał herbatę na stół i podszedł do mnie.
- Wiem, kim jest Jack Neal. Ale tylko z opowieści dziewczyn. On ma więcej lat niż ja, a nawet Prof. Dumbledore. Dziwię się, że tak dobrze się trzyma. Mówią, że ma szesnaście lat. A co do jego tajemniczego wzroku potrafi uwieźć każdą dziewczynę. Dzięki temu może zrobić z nią, co tylko chcę. Wykorzystuje to tylko do.
I Hagrid ucichł. Sama musiałam sobie wymyślać końcówkę, ale nalegałam by Hagrid mi powiedział całość.
- Hagrid, o co chodzi? Dlaczego nie chcesz mi tego powiedzieć? Mam już piętnaście lat... Czy chodzi tu o?...
Hagrid pokiwał głową wiedział, co mam na myśli. Temu Nealowi chodziło tylko o zaliczenie dziewczyny. Wykorzystywał je. A Cedric nie chciałby żeby mnie to spotkało.
- Późno już lepiej wracaj do szkoły...
- Faktycznie, jeszcze musze się zobaczyć z Cedriciem... Dobranoc Hagridzie!
- Dobranoc.
Pobiegłam do szkoły. W głównym holu był Cedric tak jakby na kogoś czekał. Miałam do niego sprawę, ale zaraz po schodach Hermiona zbiegała by mi coś pokazać.
- Pepi! Musisz to zobaczyć...
- Co?
- Wiesz ile dostałaś róż? To niesamowite! Pewnie znów od Jack’a. Idziesz?
- Zaraz musze jeszcze coś załatwić... Zaraz przyjdę.
- Dobra... Czekam...
Hermiona wróciła do dormitorium.
- Dziękuje za miły wieczór... I przepraszam za poparzenie, na szczęście przeszło na wroga.
- To ja dziękuje.
Już odchodziłam...
- Pati możesz przekazać, Harremu, że zerwałem z Cho?
- Tak. Ale dlaczego to zrobiłeś?
- Nie chce być z kimś, kto mnie okłamuje i flirtuje na boku z kimś innym. Gdy Neal powiedział ze zrobił to z Cho nie chciałem wieżyc... Poszedłem do niej i przyznała się. Mogła mi powiedzieć zrozumiałbym.
- Rozumiem. Dziękuję, że uchroniłeś mnie od tego. Ale nie wiem, czemu jego oczy na mnie nie podziałały.
- Widocznie komuś musiało bardzo na Tobie zależeć...
- Pewnie tak. Późno już... To ja idę... yyy... Cześć. Dziękuje.
- Pati!
- Tak?
- Te róże, które masz w pokoju to ode mnie... A tamte zostały wyrzucone uznałem, że tamte Ci się nie podobają.
- Faktycznie były brzydkie, bo od okropnej osoby. Dziękuje za te róże, które teraz są tam. Mam pytanie, z jakiej to okazji?
- Yyy... Bo ja Cię... K. Bez żadnej okazji. Bo tak sobie, pomyślałem ze Ci się spodobają.
- Aha. Dziękuje...
Pocałowałam Cedrica w policzek by mu podziękować.
- Dobranoc.
- Dobranoc, miłych snów Pati.
- Wzajemnie.
Pobiegłam do dormitorium. Róż było mnóstwo nie było jak się ruszać.
- Od kogo te róże?
- Od kogoś wyjątkowego Hermi, od kogoś wyjątkowego...


AUTOGRAF: Patrycja Welkorn / Patty Stillas




TYTUŁ: Bal... (C.D.)

DATA: sobota, 11 marca 2006

CZAS: 23:27:21

KOMENTUJ: komentarze [1]

STORY:


Obudziłam się w skrzydle szpitalnym...
- Draco?
- Tak...
- Dlaczego nie wyjechałeś?
- Gdy usłyszałem, że zemdlałaś wolałem zostać.
- A, twój ojciec?
- Chyba czeka na mnie z dwie godziny.
- A ile ja spałam?
- Sześć godzin.
Do skrzydła szpitalnego wszedł Prof. Dumbledore.
- Witam...
- Prof. Dumbledore, co się ze mną stało?
- Przepraszam panie, Malfoy ale to jest osobista sprawa. Czy mógłby pan, na jakieś pięć minut opuścić?
- Tak Profesorze...
Draco wyszedł.
- Obawiam się, że jedna ze stron przestała kochać drugą...
- Ja kocham Harrego, choć kocham tez Dracona. Ale nie sądzę żeby to miało jakiś wpływ na to...
- Obawiam się, że Harry bardzo zainteresował się naszą uczennicą Cho Chang. W ten sposób jedna ze stron traci siłę i w tym czasie traci się też miłość. Voldemord nie będzie wam teraz przeszkadzał... Dlatego niech twoje serce teraz zdecyduje, z kim chce być. Bo Harry jest zauroczony. Trudno mi o tym mówić, ale to nie jest nikogo wina. To tylko serce wybiera... Za godzinę wrócisz do zdrowia.
- Dziękuje za wyjaśnienie. Serce nie sługa... Tylko, dlaczego to jest takie trudne?
- O! Witam panno Grenger. To ja was tu razem zostawiam...
- Hermiona gdzie Harry?
- Niedługo powinien tu przyjść... Dlaczego zemdlałaś?
- To długa historia.
- Pati nic Ci nie jest?
- Cześć Harry...
- To ja idę poszukać Rona, a ty z Harrym sobie porozmawiajcie.
Hermiona wyszła.
- Co Ci się stało?
- Harry, zemdlałam...
- Dla czego?
- To trudne, ale mam pytanie... Czy ty zauroczyłeś się w kimś? Powiedź szczerze. Nie winię Cię za to czy tak lub nie, ale ja kocham Draco Malfoya...
- Ale jak to?
- Zemdlałam tylko dla tego, że jedno z nas przestało kochać drugie. Nie umiem tego wytłumaczyć.
- To przeze mnie zobaczyłem tą dziewczynę, Cho Chang i oniemiałem...
- To nie przez Ciebie. Harry, będziemy przyjaciółmi jak zawsze...
- Też chciałem o to spytać... Przepraszam.
- Kocham Cię.
- Ja Ciebie też Kocham...
Przytuliłam Harrego. To nie był koniec naszej miłości, ale początek przyjacielskiej miłości...
- Zawołaj Dracona... Jeśli możesz.
- Oczywiście. Poza tym musze jeszcze cos załatwić...
Harry zawołam Dracona, Draco wszedł. Już wiedział, co jest grane...
- Ty i Potter, nie jesteście razem?
- Tak...
Draco ani chwili się nie zastanawiał, co zrobić... Po prostu pocałował mnie na znak ze jesteśmy razem... Ale...
- Draco... Nie chce mieć teraz chłopaka. Przepraszam, ale nie teraz... Kocham Cię i chce z Tobą być, ale dla mnie to za szybko...
- Rozumiem... – ze smutna miną wyszedł... A ja zostałam sama.
Leżałam tak z kilka minut... W końcu wstałam i poszłam do głównego holu. A tam...
- Cześć! Już wyzdrowiałaś? Martwiłem się o Ciebie, ale niestety nie mogłem do Ciebie przyjść... Bo mnie McGonagall zatrzymała.
- Cześć Cedric. Tak już jestem zdrowa. Nie przejmuj się przecież nawet, jeśli bym tam leżała i tydzień to i tak prędzej czy później odwiedziłbyś mnie... A co ty tu robisz?
- Szukałem, Harrego... A no właśnie nie wiesz gdzie on jest?
- Pewnie poszedł do Cho...
- Cho? A po co miałby do niej iść? Cho jest. Dlaczego tak ze smutniałaś?
- Nie wiem, po co...Bo właściwie... To...
- To...?
- Znaczy się ja i Harry... Nie jesteśmy razem...
- Ale...
- Tak wiem przecież między mną, a nim było wspaniale! Tylko, że ja i on przestaliśmy siebie kochać! To jest mój przyjaciel! I chce by tak pozostało!
- A z Malfoyem?
- Z Draco nie jestem... To wszystko się dzieje szybko...
Cedric przytulił się do mnie.
- Nie przejmuj się... Jak będziesz coś potrzebowała to pamiętaj, że masz mnie.
- Dzięki Cedric.
- Co masz teraz?
- Właściwie to już chyba nic. A ty?
- Też nic, to może się przejdziemy?
- Dobra nie ma sprawy...
Wyszliśmy z Cedriciem przed szkołę... Nie wiedziałam, że jest aż tak późno, bo już były gwiazdy...
- Piękna noc...
- W taką noc chce się tańczyć... Wiesz, Cedric, że niedługo bal?
- Wiem.
- Z kim idziesz? Co?
- Jeszcze nie wiem... Bo widzisz nie wiem, kto by chciał ze mną iść.
- Wiele dziewczyn chciałoby iść z takim przystojnym chłopcem jak ty.
- Na przykład, jakie?
- No Parvati Patil, Angelina Johnson, Alicja Spinnet...
- A, ty?
- Co ja?
- Chciałabyś pójść ze mną na bal?
- Ja? Ja już z kimś idę...
- Z kim?
- Cedric przepraszam Cię, ale musze już iść... Wybacz, że Cię opuszczam, ale musze. Cześć!
Nie chciałam by Cedric mnie zaprosił na bal... Tym bardziej nie chciałam na niego iść! W prawdzie nikt mnie jeszcze nie zaprosił. Gdy weszłam do szkoły na miejscu był Draco...
- Cześć, Draco...
- Co ty robiłaś z Cedriciem?
- Rozmawiałam, a coś się stało?
- Zaprosił Cię na bal?
- Nie... Właściwie to ja już z kimś idę...
- Z kim?
- Z... To tajemnica! A ty z kimś idziesz?
- Tak...
- Z kim?
- Tajemnica.
- Aha to ja już lecę. Pa!
Dziwiło mnie to, że Draco nie powiedział mi, z kim idzie, ale ja też mu tego nie powiedziałam... Gdy już byłam w dormitorium...
- Cześć Pepi! I jak Draco zaprosił Cię na bal? Co?
- Wiesz, co Hermi... Ja właściwie powiedziałam mu, że już z kimś idę, ale tak naprawdę nie chce iść na ten bal...
- Dlaczego?
- Nie, że nie mam, z kim ale nie chce. Cedric też chciał mnie zaprosić. A Harry pewnie pójdzie, z Cho. A ty, z kim idziesz?
- Ja? Z Ronem.
- Do dobrze on tylko czekał na jakąś dobrą okazję by z Tobą porozmawiać.
- Czekałam aż mnie on zaprosi! Choć nie wieże, że ty nie chcesz iść na bal!
- Bal już jutro... No cóż zostanę tutaj sama nie zamierzam pójść i patrzeć jak Harry tańczy z Cho. Wiem, że to jego wybór i mój, ale potrzebuje trochę czasu...
- Moim zdaniem zmarnujesz sobie tylko czas. Po za tym uważam, że powinnaś iść i zrobić Harremu na złość. Pomimo tego, że jesteście przyjaciółmi. Dobranoc...
- Dzięki Hermi za dobre rady... Dobranoc.
Noc minęła spokojnie. Ale ranek był przepiękny...
- Patrycja wstawaj!
- Co się stało, Hermi? – Zaspana otworzyłam jedno oko, a potem drugie.
Ujrzałam chyba tysiąc róż i czerwoną kopertę.
- Otwórz ją!
- Ale, od kogo te różę?
- Nie wiem! Ale jak otworzysz ta kopertę to się dowiesz.
Otworzyłam z ciekawością kopertę. I...

Najdroższa

Nie wiedząc, co mnie spotka rzucam Ci mój los pod stopy. Słysząc o twej urodzie i skromności chciałem poznać kwiat namiętności. Zdziwiwszy się tym listem nie czekam na odrzucenie. Lecz na tajemnice, którą Cię cenię. Zapraszając Cię na bal, tęsknie.

Jack Neal

- Śliczny list taki romantyczny i tajemniczy... Ale kim jest Jack Neal?
- Jack Neal? Pepi ty naprawdę nie wiesz, kim on jest?
- Nie! A ty go znasz?
- Tak... Jest przyjacielem Cedrica. Każda dziewczyna na balu będzie Ci zazdrościła...
- Dlaczego?
- Mówią, że jest najprzystojniejszym chłopakiem, ma szesnaście lat i jest romantyczny.
- To jakieś brednie tylko na kawałku kartki napisał kilka zwrotek z jakiegoś wiersza.
- Patrycja! Czy ty wiesz, kogo odrzucasz? On oddał serce tylko jednej dziewczynie, Tobie! Żadna dziewczyna, a nawet jego przyjaciółka nie zdobyła jego serca... Poznasz go po jego oczach...
- Nie idę na bal! Czy to jasne?
- Jak chcesz, ja idę, bo muszę z Ronem coś obgadać.
Zastanawiałam się, kim jest właściwie, Jack? Jak wygląda, jaki ma charakter, dlaczego mnie wybrał i skąd o mnie wiedział? Hermiona o nim coś wiedziała. A ja? Nic... Wreszcie nadszedł dzień balu...
- Ładnie wyglądasz...
- Dzięki Pepi. Za godzinę zacznie się bal... To ja już lecę.
- Miłej zabawy...
- Dziękuje!
Chyba wiecie jak to jest. Nasza ciekawość doprowadza nas do niezręcznej sytuacji. Ale co by nie było i tak wygrywa... Otworzyłam szafę z moimi rzeczami. Wyjęłam przepiękną suknie balową. Była śliczna... Ciemnoniebieska, długa i ozłocona jak milion gwiazd. Wyglądała jak noc. Założyłam ją spojrzawszy w lustro nie widziałam nic przed zwyczajnego. Pomalowałam oczy, usta, (Czego nigdy nie robiłam w Hogwardzie). Bal już się zaczynał, a ja jeszcze schodząc po schodach nie wiedziałam, co zrobić z myślami... W końcu zeszłam i udała się w stronę balu. Wszyscy tak jakby zamarli na chwile. Spojrzenia wszystkich znajomych skrępowały mnie trochę. Myślałam, że może się rozmazałam pod oczami, lub mam coś na sukience.
- Jednak przyszłaś... Ślicznie wyglądasz wszyscy się tak na Ciebie spojrzeli nawet Harry oniemiał... A Cho trochę się zezłościła na niego...
- Dzięki Hermiona...
- O idzie Harry...
- Pati to ty?
- Witam panie Potter... (Z uśmiechem na twarzy nie mogłam się powstrzymać by to powiedzieć)
- Aaa...
- Przepraszam, ale mam coś do załatwienia, pan wybaczy.
- Ostro go potraktowałaś.
- Zawsze chciałam tak powiedzieć.
- Harry nadal się patrzy... Ja idę do Harrego.
Czekałam na tajemniczego Jacka. Coraz bardziej robiło się dziwniej... Usiadłam na krześle jak bym naprawdę na kogoś wielkiego czekała.
- Cześć Pepi... Ślicznie wyglądasz...
- Dziękuje panu Diggory. Pan też wygląda olśniewająco.
- Co za zmiana... Jestem wściekły, że moja narzeczona tańczy z kimś innym.
- Kogo pan ma na myśli?
- Cho Chang.
Cho chang jest dziewczyną Cedica? Przecież ona złamie Harremu serce. Postanowiłam coś zrobić, ale nie mogłam po sobie tego poznać...
- I co zamierza pan z tym zrobić?
- Pepi uspokój się jestem Cednic... Chyba zerwę z Cho. Poza tym podoba mi się inna dziewczyna.
- Wybacz Cedric, chętnie bym wysłuchała twojej historii, ale muszę coś załatwić. Miło się rozmawiało...
Podeszłam do Harrego, który siedział na drugim końcu sali.
- Harry, Cho jest dziewczyną Cedrica...
- Jak to?
- No jest jego dziewczyną... Proszę Cię uważaj. Cześć...
- Poczekaj...
C.D.N.


AUTOGRAF: Patrycja Welkorn / Patty Stillas







Szablon by Carpe-diem

KSIĘGA

Ty || Oni


AVEK




O MNIE

O mnie


FAV ME

Dodaj do ulubionych


ARCHIWUM

2005
sierpien (10)
wrzesień (2)
listopad (3)
grudzień (4)

2006
styczeń (5)
luty (2)
marzec (2)
kwiecień (6)
maj (2)
czerwiec (1)
lipiec (1)

2007
wrzesień (1)
grudzień (1)

2008
lipiec (1)




MUZYKA

Carpe-diem







MASZ NR.



MUGOLE *Akisza*
*Hermiona*
*Wiedźma*
*Konrad*
*Mary-Kate*
*Ramzes55*
*Gosia*
*Duże Pe*
*Zmora*
*PinesQa*
*Neoxis*
*Nokia*
*Reven*


TESTY *Co o mnie wiesz?*
*Kim jesteś z HP?*
*Twoje magiczne miejsce*


INNE *Styl WITCH*
*Twoje imie po Egipsku*
*Znaczenia imion*
*Dawni Gryfoni*
*Stwórz swoją różdżkę*
*Słownik polsko - angielski*
SZKOŁA MAGII I CZARODZIEJSTWA
*Twoje imie po Japońsku*
*Piękne obrazki*
*Szablony do bloga*


QUIDDITCH *Na jakiej pozycji ty stoisz?*
*Katalog mioteł do Quidditcha*
*Wszystko o Quidditchu*


OFICIALL SITE *Ron Wesley*
*Vincent Crabbe*
*Draco Malfoy*
*Prof. Filius Flitwick*
*Seamus Finnigan*
*Hermiona Granger*
*J. K. Rowling*
*Harry Potter*


STRONY O HP *Strona o HP i nie tylko*
*Angielska strona o HP*
*Strona o HP*
*Najlepsza strona o HP*
*Cool strona o HP*
*Stronka o HP*
*Departament Tajemnic*
*Spoko strona o HP*



MUGOLE

pepitacarpe-diempatriziadivida-et-imperateufel